<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527</id><updated>2011-10-27T20:02:40.652+02:00</updated><title type='text'>THE MUSICAL BOX</title><subtitle type='html'>&lt;blockquote&gt;
&lt;pre&gt;&lt;em&gt;"Mój jest ten kawałek podłogi &lt;/em&gt;
&lt;em&gt;Nie mówcie mi więc, co mam robić"&lt;/em&gt;  &lt;/pre&gt;
    &lt;pre&gt;&lt;em&gt;"Music was my first love&lt;/em&gt;
&lt;em&gt;And it could be the last
M&lt;/em&gt;&lt;em&gt;usic of the future
&lt;/em&gt;&lt;em&gt;And music of the past&amp;quot;&lt;/em&gt;&lt;/pre&gt;
&lt;/blockquote&gt;
...i wszystko jasne. Tarkus będzie skrobał o muzyce. Nie będzie żadnych założeń. Będzie za to gwarancja szczerości do bólu. Jak to w zyciu :)</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>41</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-3919553641470318060</id><published>2007-12-27T20:41:00.000+01:00</published><updated>2008-12-12T03:01:43.311+01:00</updated><title type='text'>Manowar - Kings of Metal</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/R3QHM7TS0uI/AAAAAAAAAF8/5PTfVJKXHJI/s1600-h/manowar.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5148748192649761506" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/R3QHM7TS0uI/AAAAAAAAAF8/5PTfVJKXHJI/s200/manowar.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Umówmy się - istnieją na świecie zespoły, których nazwa automatycznie kojarzy się obciachowo i Manowar jest jednym z tych zespołów. Faceci w gatkach z lamparciej skóry, z mieczami, toporami, młotami bojowymi, śpiewający o tym, że chętnie spalą twoją wioskę, zgwałcą twoje konie i odjadą na twoich kobietach ku chwale Odyna... No na poważnie brać tego nie sposób. Na szczęście sam zespół też nie brał siebie do końca na poważnie, dzięki czemu w latach 80-tych stali się panowie jedną z ikon przeżywającego ówcześnie boom heavy metalu. A wydana w 1988 roku płyta "Kings of Metal" była i ich &lt;em&gt;credo&lt;/em&gt; artystycznym i bodaj najlepszą płytą, jaką nagrali w ogóle.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Już sama ilustracja z okładki daje sygnał, że będzie się działo. Umięśniony wojownik z okrwawionym mieczem stoi na górze płomieni i potrzaskanych flag światowych mocarstw. Nie ma to-tamto. Ale otwiera ten album nie szczęk broni, ale ryk harleya, bo tak właśnie brzmi intro do numeru "Wheels of Fire". I generalnie jest to najmniej &lt;em&gt;manowarowy&lt;/em&gt; utwór na całym albumie, bo brzmi thrashowo. Generalnie wiem, rok 1988 to było apogeum tego typu grania i nic dziwnego, że Manowar też zapragnęli zostać Slayerem czy inną Metallicą. I nawet udatnie im to wyszło, muszę przyznać. Ale potem mamy już bardziej typową, brytyjską szkołę heavy-metalu (z, co nie powinno dziwić, sporymi wpływami Iron Maiden).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Generalnie nie ma sensu rozpisywać się o każdym utworze z osobna, bo musiałbym napisać to samo : że melodyjne, ale ostre riffy, że galopujące tempa, że na maksa heroiczne teksty przesycone krwią, szczękiem oręża, bitewnym zgiełkiem i większym stężęniem herosów na metr kwadratowy, niż w "Iliadzie". Są tu też dwie patetyczne, ale bardzo fajne ballady z których najbardziej podoba mi się "The Crown And The Ring (Lament Of The Kings)" - monumentalne klawisze, podniosłe chóry...no cymesik. No i jest też kawałek, za który Manowar z pewnością nie pokochały feministki - mam tu na myśli "Pleasure Slave" : &lt;em&gt;She is waiting to kiss my hand / But she will wait for my command,&lt;/em&gt; he, he, he :) No, a jeszcze &lt;em&gt;Woman - be my slave / That's your reason to live&lt;/em&gt; w refrenie. Niegrzeczni herosi, niegrzeczni. Z drugiej strony taki Conan traktował kobiety identycznie, więc... Aha, ten akurat numer nosi silne piętno starego dobrego Black Sabbath. Mniamuśne.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jasne, że ta płyta nie musi się wszystkim podobać. Dzisiejsi wielbiciele różnych Behemothów parskną śmiechem. Także tzw. poważni fani metalu oleją "Kings of Metal" ciepłym strumieniem. Jednak jeśli, czytelniku, zdarzyło się, że jesteś po prostu fanem fajnej muzyki i nie znasz jeszcze tego albumu, zachęcam gorąco do sięgnięcia poń. Bo warto. Jak nie dla herosów, krwi i chętnych kobiet, to przynajmniej dla przefajnej i wszystkomającej wersji "Lotu trzmiela" w wersji na bas solo. Hail to the Kings! (of Metal!), a co.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-3919553641470318060?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/3919553641470318060/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=3919553641470318060' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/3919553641470318060'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/3919553641470318060'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/12/manowar-kings-of-metal.html' title='Manowar - Kings of Metal'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/R3QHM7TS0uI/AAAAAAAAAF8/5PTfVJKXHJI/s72-c/manowar.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-2391263880732917596</id><published>2007-10-03T00:27:00.000+02:00</published><updated>2007-10-03T00:35:19.159+02:00</updated><title type='text'>A jednak nie plagiat</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;...uff. Opisana parę postów niżej aferka z rzekomym plagiatem okładki nowej płyty Satellite okazała się - na szczęście - humbugiem sprokurowanym przez jakąś osobę dowcipną inaczej, w jakiś sposób powiązaną z zespołem. Czyli afery nie ma, płyta będzie. Oby udana :)&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;A (ponoć ostateczna) okładka nowego Satelyty wygląda tak : &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://satellite.artrock.pl/img/cover.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand" alt="" src="http://satellite.artrock.pl/img/cover.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ładna, prawda? :) &lt;/p&gt;&lt;p&gt;PS. Jeszcze tylko dwa słowa : &lt;span style="color:#ff0000;"&gt;NOWY NIGHTWISH&lt;/span&gt;!!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-2391263880732917596?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/2391263880732917596/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=2391263880732917596' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/2391263880732917596'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/2391263880732917596'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/10/jednak-nie-plagiat.html' title='A jednak nie plagiat'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-7123666121626646407</id><published>2007-09-28T20:57:00.001+02:00</published><updated>2007-09-28T20:57:06.993+02:00</updated><title type='text'>Genesis - The Colony Of Slippermen - Live at the Shrine 1975</title><content type='html'>&lt;div xmlns='http://www.w3.org/1999/xhtml'&gt;&lt;p&gt;&lt;object height='350' width='425'&gt;&lt;param value='http://youtube.com/v/geXfjGSUu9k' name='movie'/&gt;&lt;embed height='350' width='425' type='application/x-shockwave-flash' src='http://youtube.com/v/geXfjGSUu9k'/&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tym razem w ramach ciekawostek z YouTube krótki fragment jednej z najbardziej szalonych ekstrawagancji w dziejach rocka - trasy "The Lamb Lies Down On Broadwa" grupy Genesis. Polecam zwłaszcza sam początek wideo - Peter Gabriel (tak, ten sam - jako Slipperman) w zupełnie surrealnym kostiumie. I te rosnące mu jajca... odlot :) Całe nieszczęście z tą trasą polega na tym, że NIE ISTNIEJE pełna profesjonalna rejestracja ani jednego koncertu tej trasy. Są zapisy występów Genesis od roku 1972, ale w tym jednym wypadku jest dziura, nie ma nic poza fragmentami. Dlatego jakość jest jaka jest - składanka amatorskich materiałów kręconych kamerkami 8 mm trzydzieści dwa lata temu. Sami przyznajcie - jest w tym mimo wszystko moc. Smacznego!&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-7123666121626646407?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/7123666121626646407/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=7123666121626646407' title='Komentarze (341)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/7123666121626646407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/7123666121626646407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/09/genesis-colony-of-slippermen-live-at_2351.html' title='Genesis - The Colony Of Slippermen - Live at the Shrine 1975'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>341</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-2193156111469897298</id><published>2007-09-27T23:25:00.001+02:00</published><updated>2007-09-27T23:45:34.045+02:00</updated><title type='text'>Don't Fear the Reaper</title><content type='html'>&lt;div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"&gt;&lt;p&gt;&lt;embed src="http://youtube.com/v/dDuYlRs9_Do" width="425" height="350" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Dziś wieczorem zrobiłem sobie sesyjkę z Blue Oyster Cult, a dokładnie z ich koncertem z Chicago z 1979 roku. Zapaliłem świece, zgasiłem światło i poleciało. I ta muzyka ma moc i to demoniczne "coś". Pomimo, że to lajtowa w sumie muzyczka jest, nawet mimo koncertowego "podostrzenia". I tak sobie pomyślałem - a macie dobrzy ludzie, posłuchajcie sobie też. Blue Oyster Cult, "Don't Fear the Reaper" w koncertowej wersji z 1976 roku. Zastanawiałem się też nad "Astronomy"...może innym razem. Smacznego :)&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-2193156111469897298?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/2193156111469897298/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=2193156111469897298' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/2193156111469897298'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/2193156111469897298'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/09/don-fear-reaper.html' title='Don&amp;#39;t Fear the Reaper'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-4403139136622336322</id><published>2007-09-27T22:33:00.001+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:43.605+01:00</updated><title type='text'>Klops</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Pogłoski o mojej śmierci są grubo przesadzone. Po prostu straciłem ochotę do wszystkiego chwilowo i jeśli coś z siebie wykrzeszę...to wykrzeszę. Be fucking patient :&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jako rekompensata mojego milczenia ciekawostka. Drogi czytelniku, wytęż wzrok i znajdź 21 szczegółów, które polski zespół Satellite zerżnął od amerykańskiej grupy Kamelot :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;okładka Satellite&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RvwU1GBQeUI/AAAAAAAAAFs/WL9PwB-bcgw/s1600-h/Satellite.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5114986179167549762" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RvwU1GBQeUI/AAAAAAAAAFs/WL9PwB-bcgw/s200/Satellite.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...a tu okładka Kamelot&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RvwVBGBQeVI/AAAAAAAAAF0/Gk8iHdyTQNE/s1600-h/Kamelot.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5114986385325979986" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RvwVBGBQeVI/AAAAAAAAAF0/Gk8iHdyTQNE/s200/Kamelot.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla ułatwienia : wydanie "Into the Night" Satelytów jest planowane na połowę listopada 2007 (a znając Wojtka Szadkowskiego bedzie cudem, jeśli ukaże się przed Gwiazdką). "Ghost Opera" Kamelotów ukazała się w czerwcu 2007. Żeby było śmieszniej, oficjalna strona Mattiasa Norena, zawiera i owszem okładkę Kamelot, ale nie zawiera okładki Satellite. Ktoś tu więc poważnie dał dupy i lepiej by było, żeby Satellite jednak postarało się o okładkę nie bedącą plagiatem. I proszę mi nie mówić, że liczy się muzyka. Nie z nami te numery :) &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-4403139136622336322?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/4403139136622336322/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=4403139136622336322' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/4403139136622336322'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/4403139136622336322'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/09/klops.html' title='Klops'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RvwU1GBQeUI/AAAAAAAAAFs/WL9PwB-bcgw/s72-c/Satellite.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-5177602100193573176</id><published>2007-07-25T21:04:00.000+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:43.861+01:00</updated><title type='text'>Wpatrzony w odległy blask księżyca...</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RqfCCpr9W3I/AAAAAAAAAFk/ECJAReD2Zs8/s1600-h/moonshine.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091251254571391858" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RqfCCpr9W3I/AAAAAAAAAFk/ECJAReD2Zs8/s200/moonshine.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Collage, "Moonshine". W zasadzie te dwa słowa i ... wystarczy. Kurczę, niesamowite, że to już trzynaście lat od ukazania się tej płyty minęło. A wydaje się, jakby to wczoraj było.&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;To był niezwykle mocno oczekiwany album. Collage swoim debiutem pokazali, że w Polsce można grać progressive rocka "pod" stary Marillion na naprawdę wysokim poziomie - tyle, że w wyniku zawirowań personalnych zespół...zniknął. Zaczął wracać tak naprawdę po jakichś 2-3 latach od wydania "Baśni", w zupełnie odmienionym składzie (z pierwotnego ostali się tylko Mirek Gil i Wojtek Szadkowski - ale to był kręgosłup grupy). Najpierw "9 pieśniami Johna Lennona", a potem... Potem podpisali kontrakt z holenderskim SI Music. Tuzami, jeśli chodzi o rynek neo-progressive. I rozpoczęli nagrywanie albumu.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Pamiętam, gdy Tomek Beksiński puścił pewnej nocy nagranie. "Dziś wieczór wojna się skończyła", powiedział i popłynęło NOWE nagranie Collage. Zaskakujące brzmieniowo - przebojowe, folkujące, urocze po prostu "War Is Over". Potem jeszcze były rozmowy z Wojtkiem Szadkowskim i oczekiwanie. Aż w końcu spotniałe moje łapki odpakowały z folii kasetę i z głośników magnetofonu popłynęła tak wyczekana muzyka. I już od pierwszych taktów "Heroes Cry" wiedziałem, że to jest to. Że na taką płytę czekałem. I że to będzie wielkie dzieło które zrobi z Kolaży progresywne gwiazdy. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;To długa płyta. Prawie 70 minut trwa. Ale nie dłuży się ani na sekundę. Od symfonicznych, masywnych akordów klawiszy "Heroes Cry" po beztroskie dźwięki "War Is Over" pochłonie cię muzyka bez reszty. Jakież tu jest bogactwo - chcesz długich suit? Apetyt zaspokoją "In Your Eyes", "Wings In The Night" i "Moonshine" - każda piękna, każda dopracowana do szczegółu, każda porywająca. Chcesz niezwykłego nastroju? Jest "Living In The Moonlight" (choć zgodzę się, że w wersji demo był to jeszcze bardziej niesamowity utwór...). Chcesz "pazurka? Jest zadziorny "The Blues". Są piękne melodie. Są zmiany tempa, są aranżacyjne smaczki, jest podniosła miejscami, a miejscami po prostu beztroska atmosfera. Urzekający, piękny album po prostu i doceniła to najpierw Europa (jak na warunki niezależne płyta była prześwietnym sukcesem i otworzyła Collage drzwi do wielu koncertów) a potem reszta świata. Posypały się propozycje koncertów. I wydawało się, że świat stoi otworem. Niestety, nie wyszło. Najpierw zbankrutowała wytwórnia SI Music. Potem zaczęły się jakieś niesnaski wewnątrz grupy, jakby sukces zaczął ich przytłaczać. Ale w międzyczasie w Niemczech bodajże zmietli ze sceny Shadowland, który mieli supportować (po koncercie Collage publiczność po prostu wyszła zostawiając Clive Nolana z prawie pustą salą...) - jeszcze lata potem Nolan wzdrygał się "Nigdy więcej supportów z Polski!". Zagrali w całej Europie zdobywając szacunek i uznanie. Szkoda, że nie doszedł do skutku wyjazd na ProgFest do USA - podbiliby tamtejszą publiczność bez problemów. Za to zorganizowali taki progresywny festiwal w Warszawie - mieli już wtedy na koncie kolejny album zresztą. Ale to inna historia.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Podoba mi się też okładka tego albumu : jeden z piękniejszych i najbardziej klimatycznych obrazów Zdzisława Beksińskiego. Jakaś postać w czerwieni siedzi na dziwacznym wielgachnym krześle i spogląda w dal, na błyszczące w oddali...gwiazdy? Światło księżyca? Kto wie. Na pierwszym koncercie promującym "Moonshine" to wielkie krzesło było głównym elementem scenografii - takie prawdziwe. Wyrzeźbione. Mieli chłopaki fantazję...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Dziś słucham tej płyty z remasterowanego CD i wrażenia są wciąż te same. Polskiemu zespołowi udała się niezwykła sztuka. Nagrali album spokojnie dorównujący dokonaniom IQ czy Galahad. I bijący na głowę większość płyt Pendragona. Uznany na świecie klasyk trzeciej fali rocka neo-progresywnego. Szkoda, że jest to też synonim wielkiej, ale niewykorzystanej szansy - ale widać taka właśnie droga była Collage pisana i nie ma co narzekać. Pozostawili po sobie tę płytę i kilka innych, które jeszcze przez lata będą dawać fanom gatunku wiele radości. Dzięki!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-5177602100193573176?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/5177602100193573176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=5177602100193573176' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/5177602100193573176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/5177602100193573176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/07/wpatrzony-w-odlegy-blask-ksiyca.html' title='Wpatrzony w odległy blask księżyca...'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RqfCCpr9W3I/AAAAAAAAAFk/ECJAReD2Zs8/s72-c/moonshine.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-5354888328124357310</id><published>2007-07-15T22:49:00.000+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:44.095+01:00</updated><title type='text'>Wishbone Ash - ta płyta ze spalonym obojczykiem</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpqYH9XohaI/AAAAAAAAAFc/f1c0GztlfX4/s1600-h/wishboneash.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5087545991568590242" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpqYH9XohaI/AAAAAAAAAFc/f1c0GztlfX4/s200/wishboneash.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;... na okładce. Czyli debiut - informacja dla niewtajemniczonych. Obojczyk był podobno kurzy, nie jestem ekspertem, więc nie wnikam w takie szczegóły :)&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Oj, fajny był to zespół, fajny. Mieli nietypowy patent na granie, nawet biorąc pod uwagę, że sformowali się pod sam koniec 1969 roku, a wtedy "nietypowych patentów na granie" było kazylion. A grupa oparła swoje brzmienie na dwóch równolegle prowadzonych solowych partiach gitar. Dwóch solówkarzy - a nie solowy i rytmiczny, to nie było "normalne". Ale znów - pamiętajmy o jakim okresie mowa. Wtedy wszystko było normalne.&lt;br /&gt;Pierwszy numer z debiutu nie wali jakoś na kolana, to takie (fajne, i owszem) boogie z pianinkiem. Ale nic wielkiego. Już następna "Lady Whisky" podoba mi się bardziej - masywny kawałek, bluesujący na początku a potem już płynący w partiach solowych do przodu, bardzo żwawo zresztą. Między innymi dzięki takim właśnie numerom Wishbone Ash przypięto zupełnie idiotyczną łatkę grupy hard-rockowej. To tak, jakby nazwać Deep Purple grupą jazzową, bo na koncertach Blackmore'owi zdarzało się w jazzowe improwizacje wchodzić. No litości. Choć "Lady..." faktycznie, zwłaszcza w wersji koncertowej", brzmiała dość ciężko. Zwłaszcza finał - dwie gitary grają riffy, perkusja łomocze - robi to wrażenie, nie powiem, duże. Tyle, że tak naprawdę mocną stroną Wishbone Ash były przecudne ballady. Choćby takie, jak "Errors Of My Way". &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Utwór trzeci, strona pierwsza - jakby to powiedział Piotr Kaczkowski. Coś pięknego. Dwie gitary unisono. Bas grający skomplikowany pasaż. Śpiew w dwugłosie. I smutny tekst o błędach życiowych. Solo gitary które jest po prostu bardzo ładne. I smutne, owszem. Z początku grane na podkładzie ciętych riffów basu i uderzeń perkusji, potem, rozwijając się, jest kontrapuktowane żywiołową improwizacją seksji rytmicznej. Cacuszko po prostu. I potem żywiołowy, rozpędzony "Queen Of Torture". Nietypowy riff - jakby zawieszony w przestrzeni. I galopada. Dobra, może nie był to zespół hard-rockowy, ale zdarzały im się takie wycieczki. Bo niby korzenie są tu bardzo bluesowe, ale jednak wykonanie bardzo mięsiste. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;A strona B starego analoga zawierała tylko dwa utwory. Takie po 10 minut z okładem. Jeden piękniejszy od drugiego. Ten pierwszy to "Handy". Na moje ucho to on się od solówki basowej zaczyna. Chyba, że to gitara tak specyficznie nastrojona - ale raczej obstawałbym przy basie. Zwłaszcza, że za chwilę to solo przechodzi w podkład dla gitar. Oczywiście obie grają partie solowe, oczywiście obie te partie się mocno od siebie różnią melodią. Dwa sola przeplatające się - raz jedno wychodzi na pierwszy plan, a raz drugie. Gdy się schodzą, grają unisono przez chwilę, ale szybko znów rozchodzą się w swoje strony i łagodnie płyną mając za solidną bazę ładnie świrujący bas i delikatną perkusję. Ten bas około 5 minuty znów gra solo, jako swego rodzaju przejście do kolejnej sekwencji gitarowej. Tym razem sola stają się ostrzejsze, muzyka przyspiesza, nabiera "pazurka". Niemniej schemat zachowano - gitarki się ładnie przeplatają we wzajemnych popisach. Uzupełniają - a nie konkurują ze sobą. To też jest piękna cecha muzyki Wishbone Ash - każdy instrument ma swoje miejsce i nie wyskakuje bez sensu przed szereg. Bo i nawet perkusista ma tu swoje pięć minut (przysłowiowe - jego popis trwa oczywiście znacznie krócej i jest raczej rytmicznym pasażem, niż solówką sensu stricto), ładnie zresztą wprowadzając zespół w sekwencję w stylu boogie. Cały Wishbone - prawie dziesięć minut improwizacji z finałem a'la John Mayall &amp;amp; The Bluesbreakers :) I tak swingująco dochodzimy do końca. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;A czeka na nas utwór wielki. Wspaniały. Majestatyczny i genialny. Prawdziwy killer każdego wcielenia Wishbone Ash po dzień dzisiejszy. "Phoenix". W zasadzie wstyd, by fan rocka tego numeru nie znał. Nie znał dreszczy, które się odczuwa przy podniosłym wstępie. I przy następujących po nim solówce gitary i pierwszych słowach wyśpiewywanych przez Andy Powella. Jedna gitara gra solo "czyste", druga - zniekształcona "kaczką". Głos wokalisty nieco odrealniony, wchodzi jak z zaświatów. "Wznieś się z popiołów, zostaw za sobą zniszczenia i ruiny". Podpsychodelizowany tekst, nie do końca dający sie zinterpretować. Zresztą będący tylko dodatkiem do muzyki. Do tych cudownych, niekończących się solówek gitar, w tej łagodnej pierwszej części. Bo potem "Phoenix" gwałtownie przyspiesza. Dwie gitary grają ostre sola równolegle. Zwalniając tylko, by wokalista zaśpiewał "Phoenix... Rise! Raise your head to the sky". I dalej już porywa nas ten rwący nurt dwóch gitar i galopującej sekcji rytmicznej. Ciekawostka - Steve Harris przyznawał nieraz, że Wishbone Ash byli dla niego jedną z inspiracji. I tak ostra część "Phoenixa" jest żywym dowodem - Iron Maiden wykorzystywali podobne patenty brzmieniowe. A ówcześni perkusiści usiłowali nadążyć za Stevem Uptonem - zwłaszcza w tym krótkim fragmencie, gdy zostaje sam i gra naprawdę niełatwą figurę rytmiczną. I tak coraz szybciej gna ten cudowny utwór, aż wreszcie następuje po raz ostatni partia śpiewana, gitary grają temat główny i...koniec. Chciałoby się powiedzieć - zaledwie 10 minut. Zespołowi chyba to też nie wystarczało bo na żywo "Phoenix" potrafił trwać prawie dwa razy dłużej (najdłuższa znana wersja koncertowa ma dobrze ponad 19 minut!) - ale to naprawdę jeden z tych wielkich utworów, które chciałoby się słuchać, słuchać i które mogłyby się nie kończyć.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;Kapitalny debiut po prostu. Zresztą Ash rozpoczęli z wysokiego "C" i potem było jeszcze lepiej. Wyobraźcie sobie, że dokładnie SZEŚĆ pierwszych płyt tego zespołu to są prawdziwe arcydzieła. Z perłą w koronie w postaci płyty "Argus" (trzecia w kolejności). I z genialnym albumem koncertowym "Live Dates" ("Phoenix" ma tam dobrze ponad kwadrans :) ). Naprawdę niewielu zespołom udaje się taka sztuka - sześć płyt, na których nie ma momentów słabych, nieudanych cz nawet średnich. Chyba też dlatego tak bardzo zabolał fanów drastyczny spadek formy, który nastąpił w połowie lat 70. No niestety - nie można nagrywać samych arcydzieł. I nawet jeśli wziąć pod uwagę, że pośród tych późniejszych płyt Wishbone Ash też trafiają się naprawdę bardzo udane, to jednak nie osiągają one poziomu tych sześciu pierwszych. Tych &lt;em&gt;galacticos&lt;/em&gt; w dyskografii tej wspaniałej, acz niesłusznie zapomnianej brytyjskiej grupy, którą uwadze moich czytelników nieśmiało polecam.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-5354888328124357310?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/5354888328124357310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=5354888328124357310' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/5354888328124357310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/5354888328124357310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/07/wishbone-ash-ta-pyta-ze-spalonym.html' title='Wishbone Ash - ta płyta ze spalonym obojczykiem'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpqYH9XohaI/AAAAAAAAAFc/f1c0GztlfX4/s72-c/wishboneash.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-4725322521999814902</id><published>2007-07-13T01:38:00.000+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:45.541+01:00</updated><title type='text'>Gov't Mule! Gov't Mule! Gov't Mule!</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpbBwNXohQI/AAAAAAAAAEM/dJbdKj37aUM/s1600-h/mule10.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086465863128220930" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpbBwNXohQI/AAAAAAAAAEM/dJbdKj37aUM/s200/mule10.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wreszcie udało mi się być na występie jednego z najlepszych składów koncertowych grających obecnie na planecie Ziemia. Żeby było zabawniej, ten skład to czterech dżentelmenów mocno po czterdziestce, w t-shirtach i jeansach, z południa USA. Ale jak oni grają, jak oni grają....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Government Mule wywodzą się z późnego wcielenia legendarnych The Allman Brothers' Band,&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpbV1NXohZI/AAAAAAAAAFU/SBVosW1a8vM/s1600-h/mule02.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086487939260122514" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpbV1NXohZI/AAAAAAAAAFU/SBVosW1a8vM/s200/mule02.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; tam błysnęli po raz pierwszy gitarzysta / wokalista Warren Haynes i basista Allen Woody (obecnie już nieżyjący). I w twórczości Mułów tego allmanowskiego ducha czuć. Swoboda improwizacji, luz z jakim traktują grane przez siebie tematy, skłonność do grania cudzych kompozycji (i to tak, że czasem wykonują je lepiej, niż oryginał!) - to&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpbU3tXohYI/AAAAAAAAAFM/rPGQXqIAgpw/s1600-h/mule02.jpg"&gt;&lt;/a&gt; wszystko zaprocentowało rzeszą fanów na całym świecie. Także w Polsce, o czym przekonał ubiegłoroczny koncert w warszawskim "Palladium", Gov't Mule cieszy się ogromną popularnością, dlatego w tym roku grupa postanowiła uszczęśliwić swoich fanów aż dwoma występami, 9 i 10 lipca w warszawskiej "Stodole".&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpbTxdXohWI/AAAAAAAAAE8/h1lJdOBbF0g/s1600-h/mule01.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086485675812357474" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpbTxdXohWI/AAAAAAAAAE8/h1lJdOBbF0g/s200/mule01.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ubolewam, że nie udało mi się być na pierwszym z koncertów, ponoć było bosko, z mnóstwem improwizacji i tak dalej. "Mój" koncert miał więcej rockowego "mięsa". Ale był po prostu powalający i cudowny. Panowie nie musieli niczego udowadniać. Więc po prostu parę minut po 20-tej wyszli na scenę i grali przez... 3,5 godziny!! Pokażcie mi zespół, który obecnie sobie takie koncerty gra! No pokażcie! I niech to będą koncerty, które składają się w równej mierze z solidnego rockowego grania w najlepszej amerykańskiej tradycji. I niech co koncert zmienia się CAŁA setlista (a tak było własnie w Warszawie - w oba wieczory nie powtórzył się ŻADEN numer!). Podejrzewam, że znalezienie drugiego takiego zespołu zajełoby naprawdę dużo czasu. I dlatego cieszę się, że w "Stodole" byłem. Że miałem tę wspaniałą grupę dosłownie na wyciągnięcie ręki. Że po prostu odleciałem upojony tą cudowną muzyką. Zresztą nie ja jeden - te kilkaset (blisko tysiąc) zebranych osób było w siódmym niebie i zgotowało Mułom owacyjne przyjęcie - co wyraźnie wzruszyło Warrena, szczęśliwego i uśmiechniętego gdy żegnał się z fanami po ostatnim bisie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpbUJ9XohXI/AAAAAAAAAFE/3hlubWRsEv0/s1600-h/mule13.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086486096719152498" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpbUJ9XohXI/AAAAAAAAAFE/3hlubWRsEv0/s200/mule13.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ja wiem, że to takie niemodne już granie. Rock, blues, trochę jazzu, psychodelii, szczypta heavy rocka - tak się już nie gra, twierdzą "muzyczne autorytety". I dobrze, że jest Gov't Mule, który udowania, że i owszem - tak się GRA. I to jak! Chcę więcej. Chcę jeszcze. Chyba znów puszczę sobie koncert "Live... With A Little Help From Our Friends", żeby mieć namiastkę tego co we wtorek przeżyłem. Jeśli za rok zawitają tu na tydzień, idę na ich każdy występ i nie ma, że boli. Kredyt wezmę, a pójdę :) Do czego i was zachęcam gorąco - to naprawdę fenomenalny koncertowy zespół.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-4725322521999814902?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/4725322521999814902/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=4725322521999814902' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/4725322521999814902'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/4725322521999814902'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/07/govt-mule-govt-mule-govt-mule.html' title='Gov&apos;t Mule! Gov&apos;t Mule! Gov&apos;t Mule!'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RpbBwNXohQI/AAAAAAAAAEM/dJbdKj37aUM/s72-c/mule10.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-1812741091376707697</id><published>2007-06-23T22:22:00.000+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:48.029+01:00</updated><title type='text'>Genesis in the "fucking deszcz"</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Koniec i bomba, kto nie mókł na Sląskim, ten trąba. I tyle. Wszystko było super - frekwencja (dobrze ponad 40 tysięcy ludzi), show, forma zespołu, nawet setlista. Tylko pogoda akurat ten dzień wybrała sobie na to, by przeprowadzić akcję "oberwanie chmury". No cóż, widać dane było tak się delektować koncertem grupy, którą od lat lubię, cenię i niezmiernie szanuję. Która jest dla mnie niezwykle istotnym kamieniem milowym w mojej muzycznej edukacji. I której koncert w 1998 roku z Rayem Wilsonem z premedytacją sobie odpusciłem, bo uznałem koncert kadłubkowego Genesis za kpinę (ale w TV obejrzałem i trochę żałowałem). Teraz miałem wreszcie okazję przeżyć występ tego najpopularniejszego składu. Bilet czekał na swój dzień od lutego.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wyjechalismy z Warszawy w piękną pogodę, trochę korków, małe opóźnienie... I w 2/3 trasy wpadlismy w załamanie pogodowe, które pogarszało się wraz ze zbliżaniem się naszego celu. Kląłem w myslach, ale z drugiej strony miałem dobrą przeciwdeszczową kurtkę, nie padało aż tak mocno, myslałem - nie będzie tak źle. I miałem rację - było gorzej, niż bym się mógł spodziewać. Deszcz narastał, gdy docieralismy do Stadionu Sląskiego, na bramkach waliły na nas potoki wody. Zaowocowało to m.in. chaosem na bramkach - mógłbym wniesć granatnik typu bazooka i nikt by nie zwrócił uwagi. Biletu też mi nie sprawdzano - mam dziewiczy, z kuponem kontrolnym :) Była godzina 20:40.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Płyta stadionu w częsci pokryta była specjalną matą, dzięki czemu nie stało się po kostki albo i kolana w wodzie. Deszcz nie słabł. Koncert miał zacząć się o 20:00. Zaczął się o 20:50. Tak po prostu - panowie wyszli na scenę i zaczęli od sekwencji z albumu "Duke", czyli "Behind The Lines" - "Duke's End" - "Turn It On Again". Pieprzyć potoki wody, parę metrów ode mnie śpiewa Phil Collins, na gitarze i basie gra Mike Rutheford a na klawiszach (plecami do mnie, szkoda) Tony Banks. Składu dopełniali oczywiście Chester Thompson na bębnach i Darryl Stuermer na gitarze. Ten skład sprzedał więcej milionów płyt, niż ja mam włosów na głowie :) "Dżendobri Poland!" - zagaił Collins. Przeprosił za "fucking deszcz". Obiecał, że dadzą z siebie wszystko. Słowa dotrzymał. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Setlista koncertu nie była zaskoczeniem - zagrali to, co standardowo mieli w rozpisce dotychczas na trasie, czyli : &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Behind the Lines / Duke’s End / Turn It On Again&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;No Son Of Mine&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Land of Confusion&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;In The Cage / The Cinema Show / Duke’s Travels / Afterglow&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Hold on My Heart&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Home by the Sea / Second Home By The Sea&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Follow You, Follow Me&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Firth of Fifth / I Know What I Like&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Mama&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Ripples&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Throwing It All Away&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Domino&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Drum Duet / Los Endos&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Tonight, Tonight, Tonight / Invisible Touch&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;~&lt;em&gt;bisy&lt;/em&gt;~&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;I Can’t Dance&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Carpet Crawlers&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Oczywiście najgoręcej było przy numerach sięgających w lata 70-te. "In The Cage" z dość dziwaczną animacją komputerową na wielkich ekranach, Collinsem w dobrej formie i jak zawsze wkręcającej w ziemię solówce klawiszowej. "Cinema Show" - w instrumentalnym fragmencie z drugiej części - wzruszenie w stanie czystym. I znakomity pomysł z "Hold On My Heart" zaraz po "Afterglow" (w trakcie którego ekrany błyskały ognikami - cudo!) - spokojny klimat tak cudownie przedłużony. Niestety przy "Second Home By The Sea" musiałem się ewakuuować spod sceny do tunelu (ULEWA...) i stamtąd obserwowałem dalszy ciąg - schnąc, na ile to możliwe. "Follow You Follow Me" przeszło płynnie w sola klawiszy i gitary z "Firth Of Fifth" - entuzjazm sięgał wtedy zenitu,a apogeum było ZNAKOMITE wykonanie "I Know What I Like", wydłużone znacznie w stosunku do oryginału, wzbogacone m.in. o fajne błazeńskie popisy Collinsa z tamburynem. Najlepszy popis wokalny dał Phil chwilę później - podczas "Mamy". Znakomite wykonanie pozostawiło niezatarte wrażenie. Zaś najlepszym popisem perkusyjnym był oczywiście duet perkusyjny z Thompsonem. Panowie rozpoczęli od stołków, a potem już przepisowo okładali bębny. Finałem było oczywiście zawsze wspaniałe "Los Endos" wykonane tak, że ciary mi łaziły po grzbiecie... Jeszcze tylko połączone "Tonight Tonight Tonight" i "Invisible Touch" (ileż lepiej te popowe kawałki brzmia na koncercie...) i zasadniczy set się skończył. Zapomniałem - było jeszcze pięknie wykonane "Ripples". Było zawsze poruszające mnie "Domino" z tą dynamiczną drugą częścią i słowami "blood on the windows / millions of ordinary people are there". I z zabawą z publicznością poprzedzającą wykonanie tego utworu. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;I były dwa bisy. Pierwszy to "I Can't Dance", z oszałamiającymi pokazami na ekranach i Collinsem chodzącym po scenie krokiem znanym dobrze z teledysku. Uśmiałem się gdy zrobił "a perfect body / with a perfect face" - fajnie wiedzieć, że wciąż nie brak mu dystansu do siebie. I już zupełnie na sam koniec cudowne i przepięknie wykonane "Carpet Crawlers". I to był już koniec.&lt;br /&gt;Zastanawiam się, czy to byłby lepszy koncert, gdyby pogoda dopisała. Może tak. A może nie? Może ekstremalne warunki zmobilizowały ich bardziej? Wydaje mi się, że to może być prawda. Owszem, nie obyło się bez paru wpadek, których część można zwalić na pogodę, ale mimo wszystko pięciu panów dobrze po 50-tce dało ponad dwugodzinny koncert (tak około 2 godziny 15 minut) nie oszczędzając się i chwała im za to. Ja po prostu musiałem tam być, przeżyć ten koncert, zmoknąć do suchej nitki (czy raczej do szpiku kości :) ), powzruszać się, potańczyc i pośpiewać, parokrotnie przeżyć ciarki na plecach. I zobaczyć jeden z Ważnych Zespołów. A kto nie był, ten trąba i tyle. I niech żałuje.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;A na smak kilka zdjęć - jakość nie powala, ale jak na ekstremalne warunki (ciągła walka z zamakającym obiektywem i ostrością...) wyszły dobrze.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2Lc3MabAI/AAAAAAAAACU/naAXN5sQ8Vc/s1600-h/DSCF1392.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5079369282712398850" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2Lc3MabAI/AAAAAAAAACU/naAXN5sQ8Vc/s200/DSCF1392.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Phil Collins z dezaprobatą spoglądał na ulewę...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2MmnMabDI/AAAAAAAAACs/2H1YCMYLwdY/s1600-h/DSCF1396.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5079370549727751218" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2MmnMabDI/AAAAAAAAACs/2H1YCMYLwdY/s200/DSCF1396.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;...ale śpiewając nie oszczędzał się.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2Ns3MabEI/AAAAAAAAAC0/48VAOhD5bU4/s1600-h/DSCF1406.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5079371756613561410" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2Ns3MabEI/AAAAAAAAAC0/48VAOhD5bU4/s200/DSCF1406.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Tył Tony'ego Banksa w kolorze blue.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2OM3MabFI/AAAAAAAAAC8/0L10yLQ5yFM/s1600-h/DSCF1409.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5079372306369375314" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2OM3MabFI/AAAAAAAAAC8/0L10yLQ5yFM/s200/DSCF1409.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Od lewej : Darryl i Mike.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2OlnMabGI/AAAAAAAAADE/GacckSgY8pA/s1600-h/DSCF1413.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5079372731571137634" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2OlnMabGI/AAAAAAAAADE/GacckSgY8pA/s200/DSCF1413.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Phil tym razem za bębnami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2QOnMabHI/AAAAAAAAADM/mtatdwHqumc/s1600-h/DSCF1422.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5079374535457401970" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2QOnMabHI/AAAAAAAAADM/mtatdwHqumc/s200/DSCF1422.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Od lewej Mike, Tony i Phil.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2Q4nMabJI/AAAAAAAAADc/JyblLDM7Y4k/s1600-h/DSCF1443.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5079375257011907730" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2Q4nMabJI/AAAAAAAAADc/JyblLDM7Y4k/s200/DSCF1443.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Tony od przodu - z telebimu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2RinMabKI/AAAAAAAAADk/WKkvTVm2hVk/s1600-h/DSCF1444.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5079375978566413474" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2RinMabKI/AAAAAAAAADk/WKkvTVm2hVk/s200/DSCF1444.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Od lewej : Darryl, Mike, Tony i Chester Thompson.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2S8XMabLI/AAAAAAAAADs/tfIDaic8BZ0/s1600-h/DSCF1464.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5079377520459672754" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2S8XMabLI/AAAAAAAAADs/tfIDaic8BZ0/s200/DSCF1464.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Thank you! Goodnight!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-1812741091376707697?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/1812741091376707697/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=1812741091376707697' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/1812741091376707697'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/1812741091376707697'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/06/genesis-in-fucking-deszcz.html' title='Genesis in the &quot;fucking deszcz&quot;'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rn2Lc3MabAI/AAAAAAAAACU/naAXN5sQ8Vc/s72-c/DSCF1392.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-3243011039080259825</id><published>2007-05-22T22:31:00.000+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:48.152+01:00</updated><title type='text'>Dream Theater "Systematic Chaos"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RlNogOQlTyI/AAAAAAAAACM/y1WfZGJkPIc/s1600-h/systematic_chaos.jpeg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5067508908514692898" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RlNogOQlTyI/AAAAAAAAACM/y1WfZGJkPIc/s200/systematic_chaos.jpeg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Regularne chłopaki są, trzeba im przyznać. Studyjna płyta co dwa lata, można kalendarz według nich regulować. Tylko, że ostatnim albumem DdT, który tak na 120% mi się podobał, był "Metropolis pt. 2 : Scenes From A Memory" z 1999 roku. Potem jakos mnie nie powalali całosciowo. Owszem - mieli tzw. momenty (jak w filmach za socjalizmu - "momenty były?" ;)) ale to nie wystarczało, by płyty się broniły. I cholera "Systematyczny chaos" też jako całosć się nie broni. Ale tu jest o tyle ciekawie, że na 8 utworów słabe są dwa. Circa about kwadrans cienizny na prawie 79 minut. Ponad godzina zas jest literalnie urywająca dupę. O.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Lecimy po kolei : zaczyna się od &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;"In The Presence Of Enemies pt.1"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; - sama nazwa wskazuje, że to pierwsza częsć większej całosci - dziewięć minut z .... dwudziestu pięciu! Zaczyna się ładnym łamańcem gitarowo perkusyjnym i fajnym wejsciem klawiszy. No i to takie DdT w pigułce. Masywne riffowanie przeplatane kuglarskimi sztuczkami instrumentalnymi. Trochę patosu, trochę odjazdów, trochę mocnej jazdy bez trzymanki, wszystko wzięte w kleszcze jedynego w swoim rodzaju wokalu LaSera. Takie otwarcia to jest to, co tygryski lubią najbardziej. No bo jesli La Brie wchodzi ze spiewem gdzies w piątej minucie grania... No to ja naprawdę nie mam więcej pytań. Ja leżę, kwiczę i żebram o więcej. Ot taki ze mnie dewiant mały :)&lt;br /&gt;Fortepianowe intro rozpoczyna &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;"Forsaken"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;. Zajebisty kawałek. Po prostu napisany po to, żeby fani mieli refren do spiewania na koncertach. "Forsaaaaken! I have came for you - tonight. Awaaaaaken! Look in my eyes and take my hand!". A jeszcze taki drobiazg - ten szept "forsaken" - tuż przed refrenem - no takie smaczki robią klimat. "Forsaken" to taka w zasadzie heavymetalowa ballada w srednim tempie. Boska, wspominałem już, że to numer stworzony do grania na żywo? Nie? To wspominam :) Plus smaczniutka, krótka, soczysta solówka Pietruszyńskiego. Własnie to spiewam z zespołem. Nie, nie chcecie tego usłyszeć, wierzcie na słowo.&lt;br /&gt;No a potem następuje rolniczy kwadrans. Czyli Dream Theater udowadnia, że jak chcą - to naprawdę umieją napisać numery których miejsce jest głęboko w dupie. Noż dżizas fakin krajst - co to ma niby być &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;"Constant Motion"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;? Soundalikes play some shit from Metallica? Metallika wydałaby to na singlu. Na stronie Ź. To naprawdę daremny numer. &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;"The Dark Eternal Night"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; broni się lepiej, bo nie ma w sobie wiele Metalliki - to taka napierdalanka z elementami numetalowymi (ale i w perkusją wziętą copy-paste z ostatniej płyty Metalliki...). Zniekształcony głos LaSerka brzmi intrygująco - ciekawe, jak to na koncertach zabrzmi? Tyle, że nie lubię tego kawałka. To takie DdT, od którego mnie odrzuca - muzyka dla muzyków, a ja na niczym nie gram i nie podnieca mnie, jak panowie mieszają.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;"Repentance"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; i już jest lepiej. ZNACZNIE lepiej. Po pierwsze nie zaczyna się toto RI-FO-WA-NIEM i dży-dżyt tylko delikatnymi partiami basu i rozmytej gitary. I wokalem wchodzącym jakby ze snu. "Staring at the empty page before me..." - tekstowo to kolejny etap wojny Mike'a Portnoya z samym sobą, z demonem Jackiem Danielsem. Czyli "nazywam się Mike i jestem alkoholikiem". Wspieramy cię, Mike. Całosć ujęta w formę dziesięciominutowej ballady z błyskotliwym popisem Johna Petrucciego. Solówka niby prosta, ale niesamowicie naładowana emocjami. No i na wszystko nałożone "spowiedzi" alkoholików, taka namiastka prawdziwej terapii klubu AA. Brzmi dziwnie, ale you have to hear it to believe it, sprawdza się znakomicie. A jeszcze posłuchajcie sobie Johna Myunga na przesterowanym basie, Jordana Rudessa na (imitowanym zapewne) mellotronie... Samo gęste. "The truth is the truth and all you have to do is to live with it" - takie ładne motto na zakończenie.&lt;br /&gt;Panie proszą panów. Dzisiejsze dicho zapewnia nam zespół Dream Theater! Nie, upał mi nie zaszkodził. &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;"Prophets Of War"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; jest proweniencji czysto dyskotekowej , no weź i zaprzecz :) No i co z tego, że tam jest ostry riff przez moment. Gdyby nie gitary i specyficzny klimat byłaby Gorączka Sobotniej Nocy :) Fajny numer. I przypieprzają bushowej Ameryce, oj przypieprzają. Nie pierwsi i pewnie nie ostatni, ale to mocny głos przeciw Wielkiemu Amerykańskiemu Przygłupowi O Twarzy Szympansa. Swietny numer, kolejny do kolekcji.&lt;br /&gt;A potem jest pół godziny Piękna. Patosu. Sztuki. Serio serio. Najpierw, podniosle zaczyna się &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;"The Ministry Of Lost Souls"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;. Patetyczne klawiszowe intro, klasycyzująca gitara. Nastawiasz się na balladę, ale to czternastominutowa minisuita. I jest w niej miejsce i na wspomniane patos i klasycyzowanie, ale i na smaczek w stylu gitary a'la ELO. Nie ma tu przesadnego forsowania tempa - bo niby gdzie się mają panowie spieszyć i po co. Patos? "Remember me - I gave you life, you would not take it / Your suffering was all in vain - it's almost over / Remember me - you are so young - how could I tell you / Remeber me - I am the one who saved your life that night". Nie wiem - jest to patetyczne? Opatrzone podniosłymi tonami klawiszy, fortepianem, pełną pasji grą gitary...mimo wszystko - NIE. Pasja, emocje wręcz kipią z tego numeru. A to siedem minut. Bo jako minisuita, musi mieć zmiany tempa i ma. Nie jakos drastycznie, robi się bardziej hardrockowo w warstwie gitarowej, a cybernetycznie w warstwie klawiszowej. Łamańce perkusyjno-basowe też robią specyficzny klimacik. Petrucci pokazuje, dlaczego dla wielu gitarzystów jest bogiem i wyrocznią w solówce - łamirączce. A gdy wrócą do głównego tematu i zostanie sam LaBrie z fortepianem...mmm... I refren. Znów chciałbym napisać, że to genialny numer, ale powiecie, że przesadzam. Nie, nie przesadzam. Kocham ten numer, zjadł mnie z butami.&lt;br /&gt;Finale grande tego albumu to &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;"In The Presence Of Enemies pt.2"&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;trwające w odróżnieniu od częsci pierwszej minut szesnascie i pół. Mroczny i niepokojący wstęp, LaBrie wchodzi ze spiewem już w drugiej minucie. A mnie najbardziej podoba się, gdy się drze "Angels fall / All for you / HERETIC!". W ogóle LaSer jest na tej płycie w zdumiewającej formie. Zwłaszcza w ostrej częsci, gdy jego spiew jest przeplatany pokrzykiwaniem fanów (szczęsciarze...) - niesamowicie to wyszło. I muzycznie i tekstowo (brawa za błyskotliwe nawiązania biblijne). Aha, ci fani pokrzykują też przy "Prophets Of War", ale dopiero na "W obecnosci wrogów, 2" uzyskano prawdziwie demoniczny efekt - prostymi srodkami przecież. W ogóle mieszania jest w tym numerze co nie miara, jakby chcieli nadrobić zaległosci za całą płytę. Bogom dzięki to mieszanie z sensem, a nie puste popisy, bo by zepsuli całą płytę. A jak już wracają do zasadniczego tematu suity (tym razem granego na klawiszach a nie na gitarze), to ręce składają się po prostu do oklasków. Mam nadzieję, że na koncertach zagrają to w formie "In The Presence Of Enemies pt.1" - "The Ministry Of Lost Souls" - "In The Presence Of Enemies pt.2". Tak, jestem swiadomy, że to czterdziesci minut muzyki non-stop. Ale te numery do siebie pasują i genialnie współbrzmią.&lt;br /&gt;I tyle. Koniec. Siedemdziesiąt dziewięć minut muzyki na całej płycie. Kwadrans cienizny (a i to nie cały, powiedzmy - kiszki w stanie czystym jest mniej niż dziesięć minut). Zostaje godzina. Zaprawdę powiadam wam - ten album kupić warto. Ten album mieć wypada. Mówię wam to ja - który nigdy nie byłem fanem Dream Theater. Którego ostatnie dzieła zespołu dosyć znużyły i zmęczyły. I który został potężnie zaskoczony płytą "Systematic Chaos". Na tyle potężnie, że od ponad tygodnia nie słucham niczego innego. Ja tę płytę już znam, prawie na pamięć. Teraz wasza kolej. "Systematic Chaos" trafia do sklepów 4 czerwca i od razu z serca radzę, darujcie sobie wersję zwykłą, a kupcie tę dwupłytową, z DVD. Ten album w wersji DD5.1 zabrzmi tak, że was z obuwia wyrwie i rozsmaruje po scianach. I będziecie błagali o jeszcze.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-3243011039080259825?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/3243011039080259825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=3243011039080259825' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/3243011039080259825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/3243011039080259825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/05/dream-theater-systematic-chaos.html' title='Dream Theater &quot;Systematic Chaos&quot;'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RlNogOQlTyI/AAAAAAAAACM/y1WfZGJkPIc/s72-c/systematic_chaos.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-3659170976608986905</id><published>2007-04-26T23:08:00.000+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:48.503+01:00</updated><title type='text'>Mark mówi wporzo</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RjEfstQLiqI/AAAAAAAAAB8/IuafnDtneD8/s1600-h/gfrlivealbum.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5057858709435943586" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RjEfstQLiqI/AAAAAAAAAB8/IuafnDtneD8/s200/gfrlivealbum.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przychodzi czasem taki dzień, że jedyne co ci pozostaje, to jakas dobra muza, która tak ci przykurwi, że aż ci krew uszami pójdzie. Dlatego własnie Bóg stworzył Grand Funk Railroad.&lt;br /&gt;Był taki czas, w latach 1970-71, gdy tych trzech Amerykańców było większych, niż Led Zeppelin. No bull, nigdy nie spotkali się na scenie, ale Zepy w okresie drugiego albumu i Grandfanki w 1970 to byłby ciekawy pojedynek. Watchin' the giants fall :) Aaaha, własnie - Grand Funk to był zespół stworzony do tego, by grać koncerty. I ma w dorobku taki fajny album, który portretuje go w okresie największej swietnosci i...na żywo. Płyta ta to "Live Album", tak po prostu.&lt;br /&gt;To godzina muzyki z niedużym okładem, tak około 70 minut, powiedzmy. Zaczyna się od "Are You Ready?" - no, pytanie! Publika szaleje, a na scenie panowie Mark Farner - gitara, darcie mordy, harmonijka i klawisz , Mel Schacher - basik i Don "Ja pierdolę, ale afro!!" Brewer - bębny i darcie mordy. Darcie mordy - no bo przecież nie spiew! To hardrock, bejbi!&lt;br /&gt;Kurczę, ale jak się tak na chłodno przyjrzeć, to jest bardzo prosta muzyka. Na dwa. Wyjmij i pchnij. Oj, no co. To bardzo sexy muzyka. Idealna do namiętnego pieprzonka, bo najpierw jest kilkanascie minut ostro i na dwa własnie, a potem jest troszkę zwolnienia klimatu. Zas pod koniec jest dłuższe perkusyjne solo - rozumiesz, co mam na mysli :) Aha, to perkusyjne solo jest w utworze "T.N.U.C." - w tłumaczeniu na polski "A.P.I.C" :) I jak tu się dziwić, że amerykańskie dzieciaki dostały na punkcie GFR całkowitego i skończonego pierdolca?&lt;br /&gt;"Live Album" to GFR w swoim żywiole. W dodatku są tu same strzały w ryj - poza wspomnianym "Are You Ready?" jest jeszcze cudowne bluesisko "Heartbreaker", jest mięsista, masywna, wypasiona wersja "Inside Looking Out" Animalsów, jest "Mean Mistreater" - grandfunkowe samo gęste... Cholera, wszystkie dziesięć utworów mógłbym spokojnie wymienić. W dodatku te gadki między kolejnymi numerami... "You, people! Brother and sisters!", klimat tamtej epoki w pigułce. Mocnej pigule, kopiącej lepiej, niż wiadro wódki pod kilo heroiny. W dodatku zdrowej, bo jedyne, co ci grozi, to rozpieprzenie mieszkania w drobny mak. Z emocji. Bo ta płyta nakręca, jak dobry seks. Jak wagon adrenaliny. Jak... Jak rock and fuckin' roll. Dokładnie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. A Mark mówi "Wporzo" w utworze "Mark Say's Allright". To taki hardrockowy jam, który stał się wizytówką Grand Funk.&lt;br /&gt;PS2. Kurwa, a jak sobie pomysle, że chłopaki ledwie parę lat później zaczęli nagrywać syf typu "Loco-Motion", to mi się rzygać chce. No ja pieprzę, jak można...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-3659170976608986905?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/3659170976608986905/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=3659170976608986905' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/3659170976608986905'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/3659170976608986905'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/04/mark-mwi-wporzo.html' title='Mark mówi wporzo'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RjEfstQLiqI/AAAAAAAAAB8/IuafnDtneD8/s72-c/gfrlivealbum.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-1174697336840994907</id><published>2007-04-22T22:19:00.000+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:49.134+01:00</updated><title type='text'>Kropka nad i</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RivR1OVWBeI/AAAAAAAAABc/kkCVqjrDyyU/s1600-h/DSC00333.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5056365718964405730" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RivR1OVWBeI/AAAAAAAAABc/kkCVqjrDyyU/s200/DSC00333.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; 21 kwietnia 2007 zapisze się na pewno w mojej pamięci. Bydgoski koncert Van Der Graaf Generator - jeden z powodów, dla których warto było żyć. Dokładnie tak. To były dwie godziny, które podsumowały lata słychania przeze mnie muzyki. Lata kształtowania się gustów, lata poszukiwań, prób i błędów. Trzech, mocno juz podstarzałych panów : Peter Hammill (gitara, syntezator i SPIEW), Hugh Banton (organy, syntezator), Guy Evans (perkusja). Tylko tyle. A wystarczyło, żeby zgromadzoną w Filharmonii Pomorskiej publicznosć wprowadzić w stan bliski hipnotycznemu transowi. Serio - w trakcie trwania kolejnych utworów widownia milczała, dopiero gdy utwór się kończył, następował szalony aplauz. Rozpoczęli chwilę po 19 od "Lemmings" pochodzącego z ich czwartej płyty, genialnego "Pawn Hearts". Zakończyli chwilę przed 21 absolutnie miażdżącą, powalającą i wdeptującą w ziemię wersją "Still Life" z ich arcydzieła pod tym samym tytułem. A pomiędzy? &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RivQneVWBaI/AAAAAAAAAA8/j8DPYukKqnM/s1600-h/DSC00333.JPG"&gt;&lt;/a&gt;Pomiędzy była wspaniała wersja "Man-&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RivQ_uVWBcI/AAAAAAAAABM/3AkCMo5Sl8U/s1600-h/DSC00334.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5056364799841404354" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RivQ_uVWBcI/AAAAAAAAABM/3AkCMo5Sl8U/s200/DSC00334.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Erg" (tez z "Pawn Hearts" - w ten sposób zagrali w Bydgoszczy... połowę tego albumu!!). Było zniewalające "Undercover Man" / "Scorched Earth". Było "Meurglys III (The Songwriter's Guild)" z porażającym solem organowym Bantona. No i był jedyny w swoim rodzaju frontman - Peter Hammill. Sprawiający chwilami wrażenie, że mikrofon, do którego spiewa, wrzeszczy, szepcze czy wykrzykuje kolejne wersy, jest jego osobistym wrogiem. I że bardzo go nie lubi. Hammill jest jednym z nielicznych wokalistów spiewających niejako całym sobą. Widać, że mocno przeżywa swoje teksty i że trochę zdrowia za każdym razem na scenie zostawia. &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RivTDOVWBfI/AAAAAAAAABk/tUtwvXzPo-k/s1600-h/DSC00335.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5056367058994202098" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RivTDOVWBfI/AAAAAAAAABk/tUtwvXzPo-k/s200/DSC00335.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ale potrafi zdobyć się na potraktowanie się z dystansem - jak podczas "Sleepwalkers", gdy zaczął radosnie pląsać wokół sceny. &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RivQweVWBbI/AAAAAAAAABE/5wXETyUN6Lg/s1600-h/DSC00334.JPG"&gt;&lt;/a&gt;I gdy schodził z zespołem po zasadniczej częsci koncertu - także radosnie pląsając. Dobremu humorowi się nie dziwię - publicznosć przyjęła Van Der Graaf Generator iscie po królewsku, łącznie ze standing ovation. No ale te kilkaset osób na widowni to byli fani. Ludzie czekający lata, ba - dekady na TEN koncert. TEGO zespołu. Na TE utwory. Po prostu wielkie, wielkie wydarzenie, nie tylko muzyczne. Długo będę tę sobotę pamiętał.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;PS. Przepraszam za dosć beznadziejną jakosć zdjęć - mimo szczerych chęci i prób nie udało mi się przemycić na salę aparatu i musiałem posiłkować się erzacem w formie telefonu. Wyszło, jak wyszło.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-1174697336840994907?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/1174697336840994907/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=1174697336840994907' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/1174697336840994907'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/1174697336840994907'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/04/kropka-nad-i.html' title='Kropka nad i'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RivR1OVWBeI/AAAAAAAAABc/kkCVqjrDyyU/s72-c/DSC00333.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-1518728305885059151</id><published>2007-04-08T19:10:00.000+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:49.564+01:00</updated><title type='text'>East-R :)</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RhkmGeQVKBI/AAAAAAAAAAk/VXh8i-61ADE/s1600-h/easter.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5051110349715351570" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RhkmGeQVKBI/AAAAAAAAAAk/VXh8i-61ADE/s200/easter.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;A ghost of a mist was on the field&lt;br /&gt;The grey and the green together&lt;br /&gt;The noise of a distant farm machine&lt;br /&gt;Out of the first light came&lt;br /&gt;A tattered necklace of hedge end trees&lt;br /&gt;On the southern side of the hill&lt;br /&gt;Betrays where the border runs between&lt;br /&gt;Where Mary Dunoon's boy fell&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Easter here again, a time for the blind to see &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RhkmmOQVKDI/AAAAAAAAAA0/TGCIkVWz-gA/s1600-h/pisanka.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5051110895176198194" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RhkmmOQVKDI/AAAAAAAAAA0/TGCIkVWz-gA/s320/pisanka.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Easter, surely now can all of your hearts be free&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Out of the port of Liverpool&lt;br /&gt;Bound for the North of Ireland&lt;br /&gt;The wash of the spray and horsetail waves&lt;br /&gt;The roll of the sea below&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;And Easter here again, a time for the blind to see&lt;br /&gt;Easter, surely now can all of your hearts be free&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;What will you do?&lt;br /&gt;Make a stone of your heart?&lt;br /&gt;Will you set things right?&lt;br /&gt;When you tear them apart?&lt;br /&gt;Will you sleep at night?&lt;br /&gt;With the plough and the stars alight?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;What will you do? &lt;br /&gt;With the wire and the gun? &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RhkmUuQVKCI/AAAAAAAAAAs/_DVACV01JfE/s1600-h/pisanka.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;That'll set things right&lt;br /&gt;When it's said and done?&lt;br /&gt;Will you sleep at night?&lt;br /&gt;Is there so much love to hide?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Forgive, Forget&lt;br /&gt;Sing "Never again."&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;strong&gt;Marillion "Easter" (1989)&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-1518728305885059151?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/1518728305885059151/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=1518728305885059151' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/1518728305885059151'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/1518728305885059151'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/04/east-r.html' title='East-R :)'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RhkmGeQVKBI/AAAAAAAAAAk/VXh8i-61ADE/s72-c/easter.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-1217773676120662951</id><published>2007-04-02T21:24:00.000+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:49.735+01:00</updated><title type='text'>Tak, tak!</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RhFh3nYBLoI/AAAAAAAAAAU/RpcmrR3DRC0/s1600-h/taktak_min.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5048924265349459586" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RhFh3nYBLoI/AAAAAAAAAAU/RpcmrR3DRC0/s320/taktak_min.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wbrew pozorom nie będzie reklamy popularnej sieci pre-paid. W weekend upolowałem na TVP Kultura fragment koncertu Republiki z początku lat 90. GC zaspiewał tam m.in. jeden numer, którego tekst zawsze chciałem rozebrać na czynniki pierwsze, albowiem swietny jest. Pochodzi z solowej płyty Ciechowskiego "Tak, tak!" i jest to owczywiscie utwór tytułowy.&lt;br /&gt;Uwielbiałem teksty Obywatela dlatego, że mozna było o nich powiedzieć wszystko, ale nie to, że są jednoznaczne. Co to, to nie. Niejednokrotnie ocierające się o całkiem poważną poezję - tak odmienne od klasycznych tekstów rockowych piosenek.&lt;br /&gt;"W końcu powiem ci co myslę / tak prosto w twarz". I od razu staje nam przed oczami... No własnie, kto? Mąż żonie w kolejnej kłótni rozpadającego się małżeństwa? Szef nieudolnemu pracownikowi? Rodzice dzieciom? Dzieci rodzicom? Oczami wyobraźni widzę scenę kłótni. Czerwone z wsciekłosci twarze. Zacisnięte piesci. Może nawet grupka kumpli na podwórku? Nie ma jednoznacznej wizji, obrazy przesuwają się ot tak, po prostu, ociekając złoscią. Bo przecież "Na wszystko mam odpowiedź ostrą / i nie uciekniesz teraz mi / zakrywasz twarz przed ciosem / i robisz milion głupich min". Ahaaaa! Ale może warto spojrzeć oczami przeciwnika naszego podmiotu lirycznego? Jak czuje się, gdy słyszy "Poczekaj, poczekaj no, już ja cię urządzę"? Oj, nieciekawie się zapowiada. Jatka? Jednak kumple się pożarli? Zdarza się. Choć następne dwie linijki sugerują jednak kłótnię damsko-męską... "Zaraz zbiję lustro" - wrzeszczy podmiot liryczny. Trąci to może nieco banałem jednak. Ale tylko do momentu refrenu. "Tak, tak! Tam w lustrze to niestety ja! Tak, tak! Ten sam!"...&lt;br /&gt;Gdy pierwszy raz słyszałem ten utwór, przy refrenie zaliczyłem spory opad szczęki - bo tresć wywraca się literalnie o 180 stopni. I co teraz widzisz? Chudziutkiego, zahukanego facecika. Łysiejącego. W za dużych okularkach. Zapewne niższego referenta. Albo docenta szóstej kategorii zaszeregowania. Stoi przed lustrem, pręży nieistniejące muskuły i syczy "Poczekaj no, już ja cię urządzę!". Jest sam w domu. Żona pojechała do mamy, dzieci pewnie na jakiejs imprezie, i tak nigdy się nie tłumaczą. Napuscił do wanny ciepłej wody i czuje się panem swiata. Ooo!! Teraz mu nie podskoczą! Kimże teraz jest profesor C.! Niech starsza referent N. sama ruszy tłustą dupę i sporządzi ten pieprzony raport, zamiast się nim wysługiwać!! A dzieci mają się kurwa mnie słuchać!! I żona, kurwa, też!! Bo kimże wy jestescie w porównaniu do mnie!! Ja sobie urabiam ręce po łokcie! Macie mnie szanować!! Tak!! Szanować!!!! Kurwa, zaplułem lustro... "Uspokój się, schowaj ten język / no dobrze - wiem, że się starałeś". Woda wystygnie. A przecież ten wieczór jest dla mnie, cisza, spokój. I jeszcze muszę skończyć raport dla pani referent N., nie mogę zawiesć pani referent N., nie mogę...bo może tym razem będzie o mnie pamiętać przy premiach i awansach. Prawda, że będzie? Ale z ciebie jeszcze przystojniak! Noo, biceps! I wciągnąć brzuch. No i co z tego, że łysieję - to nadaje mi męskosci. Kurwa mać, woda wystygła....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;em&gt;W końcu powiem ci co myślę&lt;br /&gt;Tak prosto w twarz&lt;br /&gt;Kiedy cię widzę, to się wstydzę&lt;br /&gt;Że ciągle nosi ciebie świat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I powiedz że, że teraz znam, znam każdą odpowiedź&lt;br /&gt;No powiedz coś, na wszystko&lt;br /&gt;Na wszystko mam odpowiedź ostrą&lt;br /&gt;I nie uciekniesz teraz mi&lt;br /&gt;Zakrywasz twarz przed ciosem&lt;br /&gt;I robisz milion głupich min&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczekaj, poczekaj no, już ja cię urządzę&lt;br /&gt;Powtarzasz to, to wszystko co robię&lt;br /&gt;Już mam cię dość, twych oczu pustych&lt;br /&gt;Poczekaj, zaraz zbiję lustro, tak, tak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, tak, tam w lustrze to niestety ja&lt;br /&gt;Tak tak, ten sam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero teraz gdy nie słyszy nikt&lt;br /&gt;Bądź spokojny w domu jesteś sam&lt;br /&gt;Do wanny wlałeś ciepłą wodę i&lt;br /&gt;Ogłaszasz w lustrze, że chcesz zmienić świat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja wiem, że trochę się starasz, lecz powiedz mi&lt;br /&gt;Ile przed lustrem spędziłeś dni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, tak...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już nawet ja, ja ci nie wierzę&lt;br /&gt;Uspokój się, schowaj ten język&lt;br /&gt;No dobrze - wiem, że się starałeś&lt;br /&gt;Uspokój się, wczoraj nie spałeś&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, tak...&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Obywatel GC "Tak, tak" z płyty "Tak, tak" (1988)&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-1217773676120662951?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/1217773676120662951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=1217773676120662951' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/1217773676120662951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/1217773676120662951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/04/tak-tak.html' title='Tak, tak!'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/RhFh3nYBLoI/AAAAAAAAAAU/RpcmrR3DRC0/s72-c/taktak_min.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-3047993512707766410</id><published>2007-03-30T22:46:00.000+02:00</published><updated>2008-12-12T03:01:49.924+01:00</updated><title type='text'>Przyszedł do mnie blues</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rg2QRHYBLnI/AAAAAAAAAAM/pw5XYGM_9_E/s1600-h/blues.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5047849381064158834" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rg2QRHYBLnI/AAAAAAAAAAM/pw5XYGM_9_E/s320/blues.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Najlepsza polska płyta bluesowa trwa 37 minut i 37 sekund. Została nagrana w 1971 roku przez grupę Breakout. I nazywa się adekwatnie - "Blues".&lt;br /&gt;W zasadzie można przyjąć, że "Blues" powstał z niczego. Owszem - Breakout, gdy już wyewoluował z kiczowatego Blackoutu, nagrał "Na drugim brzegu tęczy" uznawany za pierwszy polski album rockowy. Owszem, jakies niesmiałe próby eksperymentowania z rockiem już się zaczęły. Ale nic, powtarzam, nic nie było w stanie przygotować polskich słuchaczy na ... no w sumie szok, gdy "Blues" trafił do sklepów.&lt;br /&gt;Okładka. Też chyba najsłynniejsza. Fotografia Marka A. Karewicza - Tadeusz Nalepa z krótszymi, niż zazwyczaj włosami, z gitarą pod pachą. I mały Piotrus Nalepa, dumnie koło taty kroczący. Szare tło, białe i czerwone liternictwo. Szlachetna prostota.&lt;br /&gt;Muzyka. W skrócie - kłaniają się John Mayall &amp;amp; The Bluesbreakers oraz Fleetwood Mac. Plus legion grup brytyjskiego boomu bluesowego z Chicken Shack i Savoy Brown na czele. A Nalepa z tego potrafił wydobyć to, co najciekawsze i opatrzyć to swoim własnym sznytem. W dodatku zawsze miał dryg do znajdowania swietnych muzyków. Na "Bluesie" takim wynalazkiem jest Darek Kozakiewicz. Jezuuuuu... Za sam riff "Oni zaraz przyjdą tu" należy się gosciowi pomnik za zycia. A jesli dodać do całosci swietne, mięsiste, smakowite i ociekajace mocą solówki (z tą najwspanialszą, rozwibrowaną, długą i rozimprowizowaną w "Gdybym był wichrem"...), to ręce składają się same do oklasków. Wisienką na torcie są cudowne, ogniste partie harmonijki ustnej w wykonaniu Tadeusza Trzcińskiego. Samo gęste po prostu.&lt;br /&gt;Ileż tu rockowej, mimo "bluesowego" tytułu, energii. Ileż tu pasji i radosci grania. OK - blues. Z jednej strony klasyczny, wchodzący w swing niemal. Ale z drugiej strony są tu wycieczki niemal w hard-rocka. Jest luz, nieskrępowanie sobie te numery płyną. I riffy, riffy, riffy. Pokolenia gitarzystów polskich się na "Bluesie" wychowało. Nawet, jesli dzis się do tego nie przyznają.&lt;br /&gt;Teksty. Nie wiem, na ile Bogdan Loebl znał specyfikę bluesowych tekstów, ale te które napisał Nalepie, to archetyp. Smutasne, bardzo bluesowe, poetycko malujące zdradę, tęsknotę, ból, żal - pełną gamę niewesołych uczuć. I to bez wpadania w jakiżdy z tekstów ma swój smak i klasę. I bez tych specyficznych poezji "Blues" nie miałby tej atmosfery jednak.&lt;br /&gt;Niesamowite, że taka płyta powstała w Polsce już 37 lat temu. Niesamowite, że się zupełnie nie zestarzała. Wciąż jest swieża, soczysta i inspirująca. Pisząc ten tekst wysłuchałem jej dobre pięć - szesć razy. Teraz słucham po raz siódmy, a jak się skończy, puszczę ją raz kolejny. Bo arcydzieła nie przemijają. Po prostu.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;PS. A to mój ulubiony tekst z "Bluesa". Być może ulubiony tekst w ogóle.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Jak ładnie ci w tej sukni&lt;br /&gt;Oni zaraz przyjdą tu&lt;br /&gt;Jak ładnie ci w tej sukni&lt;br /&gt;Oni zaraz wezmą mnie&lt;br /&gt;Lubiłaś światło świecy&lt;br /&gt;Będziesz miała świece dwie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno masz mi za złe&lt;br /&gt;Że ten właśnie wziąłem nóż&lt;br /&gt;Na pewno masz mi za złe&lt;br /&gt;Oni zaraz przyjdą tu&lt;br /&gt;Wiem nóż ten był do chleba&lt;br /&gt;Oni zaraz wezmą mnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie powiesz ani słowa&lt;br /&gt;Oni zaraz przyjdą tu&lt;br /&gt;Nie powiesz ani słowa&lt;br /&gt;Oni zaraz wezmą mnie&lt;br /&gt;Wiem nóż ten był do chleba&lt;br /&gt;Już nie będziesz zdradzać mnie&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-3047993512707766410?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/3047993512707766410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=3047993512707766410' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/3047993512707766410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/3047993512707766410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/03/przyszed-do-mnie-blues_30.html' title='Przyszedł do mnie blues'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_01B4fSilfrY/Rg2QRHYBLnI/AAAAAAAAAAM/pw5XYGM_9_E/s72-c/blues.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-117148339900428107</id><published>2007-02-14T20:43:00.000+01:00</published><updated>2007-02-14T21:03:19.073+01:00</updated><title type='text'>Fuck The Valentine's Day!!</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/1600/924043/fat_th.gif"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/200/961485/fat_th.gif" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Osaczono mnie dzis serduszkami, miodem wylewającym się z każdej stacji radiowej, pary wokoło usiłowały polizać się wzajemnie po migdałkach. Walentynki. Jedna z najdurniejszych "tradycji". Owcze CTRL-C CTRL-V z tradycji anglosaskiej bezmyslnie zaadaptowana na nasz grunt. Oczywiscie bez całej oryginalnej otoczki - liczy się tylko kretyńska różowa wydmuszka "swięta zakochanych". Brrrr.... Wolę Halloween. Też bezmyslnie zmałpowane od Anglosasów, ale przynajmniej jest czarne, mroczne i przyjemnie pachnie cmentarzem. Wszystkim zwalentynkowanym wyrazy i wiązanki zasyłam wraz z piosenką grupy Erasure :&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;I'm crazy flowing over with ideas&lt;br /&gt;A thousand ways to woo a lover so sincere&lt;br /&gt;Love and hate, what a beautiful combination&lt;br /&gt;Sending shivers up and down my spine&lt;br /&gt;For every Casanova that appears&lt;br /&gt;My sense of hesitation disappears&lt;br /&gt;Love and hate, what a beautiful combination&lt;br /&gt;Sending shivers up and down my spine&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;And the lovers that you sent for me&lt;br /&gt;Didn't come with any satisfaction guarantee&lt;br /&gt;So I return them to the sender&lt;br /&gt;And the note attached will read&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;How I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oh, you really still expect me to believe&lt;br /&gt;Every single letter I receive&lt;br /&gt;Sorry you, what a shameful situation&lt;br /&gt;Sending shivers up and down my spine&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ooh, I like to read a murder mystery&lt;br /&gt;I like to know the killer isn't me&lt;br /&gt;Love and hate, what a beautiful combination&lt;br /&gt;Sending shivers, make me quiver&lt;br /&gt;Feel it sliver up and down my spine&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;And the lovers that you sent for me&lt;br /&gt;Didn't come with any satisfaction guarantee&lt;br /&gt;So I return them to the sender&lt;br /&gt;And the note attached will read&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;How I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;And the lovers that you sent for me&lt;br /&gt;Didn't come with any satisfaction guarantee&lt;br /&gt;So I return them to the sender&lt;br /&gt;And the note attached will read&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;How I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;And the lovers that you sent for me&lt;br /&gt;Didn't come with any satisfaction guarantee&lt;br /&gt;So I return them to the sender&lt;br /&gt;And the note attached will read&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;How I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you&lt;br /&gt;I love to hate you &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-117148339900428107?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/117148339900428107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=117148339900428107' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/117148339900428107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/117148339900428107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/02/fuck-valentines-day.html' title='Fuck The Valentine&apos;s Day!!'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-117071369058462914</id><published>2007-02-05T22:33:00.001+01:00</published><updated>2007-02-07T23:03:49.646+01:00</updated><title type='text'>Gorzki głos chrzescijańskiej miłosci</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/1600/900185/geoff1.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/200/127116/geoff1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/1600/432353/geoff2.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/200/847931/geoff2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tak wyszło, że dzis też bedzie osobisty kawałek. O Kims&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/1600/501832/geoff2.jpg"&gt;&lt;/a&gt; istotnym, ważnym i niezwykłym, choć bardzo mało znanym, niestety. Geoff Mann. Pastor, poeta, malarz, wspaniały wokalista i muzyk. Przede wszystkim kojarzony z fenomenalną formacją Twelfth Night - choć na dobrą sprawę spędził w niej niespełna dwa lata (jako frontman, bo w różnych formach związany był z ta grupą od jej powstania). Choć nie był jej założycielem i nagrał z tą grupą zaledwie jedną płytę studyjną, "Fact And Fiction", to wywarł niezatarte piętno na Twelfth Night. Autor ilustracji okładkowych, niesamowity wokalista o potężnej skali głosu i szerokiej gamie możliwosci interpretacyjnych. A przede wszystkim - autor przejmujących, głębokich, przeraźliwie smutnych, ale przepięknych tekstów, przesyconych chrzescijańską symboliką i pacyfizmem. I pozwólcie, że zostawię was z fragmentami jego twórczosci.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;She stares out of her window&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Her will is still in bed&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;She has no memory of herself&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;For care has drained her head&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;The poster on the billboard&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Says she should paint her lips&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Like the smile on the T.V. people&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ff0000;"&gt;"We Are Sane"&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;History shows that&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Policy demands weapons&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Selfish desires simply led to pain&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;The chit-chat continues&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;A big pretence that divides&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Into the power blocks&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Where the orthodox&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Have a propaganda war to fight&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;And if you're looking closely&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;You will see that black is white&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Don't make me laugh!!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ff0000;"&gt;"Fact &amp; Fiction"&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Don't hold back&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Don't think that hope is pointless&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Love is a love is a love is&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;An open door&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Don't believe&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;That life is closed against us&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Love is a love is a love is&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;An open door&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;And if it seems that your hoping heart&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Has led you into pain&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/1600/98857/geoff2.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Take a tip from the Carpenter&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Forgive and love again&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;And again...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ff0000;"&gt;"Love Song"&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ff0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;em&gt;I am delivered&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;A am a baby born&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Into your sacred peace&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;I was a prisoner&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;You were the key&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;That opened the locks for my release&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;And Christ I love you&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ff0000;"&gt;"The Ceiling Speaks"&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Geoff Mann zmarł 5 lutego 1993 na wyjątkowo złośliwą odmianę raka. Miał zaledwie 37 lat. Krótko przed smiercią przyjął swięcenia i został pastorem koscioła anglikańskiego.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;P.S. Zainteresowanych tematem zachęcam do odwiedzenia poniższych stron :&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://www.geoffmann.co.uk/"&gt;http://www.geoffmann.co.uk/&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://www.twelfthnight.info/"&gt;http://www.twelfthnight.info/&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-117071369058462914?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/117071369058462914/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=117071369058462914' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/117071369058462914'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/117071369058462914'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/02/gorzki-gos-chrzescijaskiej-miosci_05.html' title='Gorzki głos chrzescijańskiej miłosci'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-117001076424938385</id><published>2007-01-28T19:52:00.000+01:00</published><updated>2007-02-02T16:24:00.090+01:00</updated><title type='text'>Idol</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/1600/173110/tb2.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/320/662712/tb2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Sobotnia noc. Dzieliłem wtedy jeszcze pokój z bratem i siłą rzeczy nie mogłem słuchać radia tak głosno, jak bym chciał. Leżę w łóżku, mija północ i z głosnika padają słowa "Dobry wieczór" a potem wydobywa się gotycki, ponury organowy ton przechodzący w ptasi (nietoperzowy?) jazgot. "Wita państwa Tomasz Beksiński".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To był rytuał. Odkąd odkryłem jego audycje, nie opusciłem prawie żadnej, chyba, że akurat musiałem wyjechać za granicę. Na początku słuchałem z czystej ciekawosci, zaintrygowany Jego osobowoscią, jego recenzjami w "Magazynie Muzycznym", w których potrafił przejechać się po zespołach, które, jak mi się zdawało, trzeba wielbić na kolanach. On był inny. Dlatego zachciało mi się sprawdzić, jak bardzo potrafi zaintrygować w radiu. Pierwszej jego audycji wysłuchałem pod koniec 1993 lub na początku 1994 roku. Ostatnią była ta parę dni przed smiercią.To w kwestii wątpliwosci, czy potrafił zaintrygować. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie znosił, gdy traktowało się go, jak idola. Nie trawił "wyznawców" swojego kultu. Dawał to jasno do zrozumienia, reagował nawet agresją, gdy ktos chcąc okazać szacunek, nazywał go Nosferatu. Ta ksywka była zarezerwowana dla kilku osób (m.,in. Wojtka Szadkowskiego z Collage), tylko oni żartobliwie mogli tak Go nazywać.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Idol. Paradoksalnie sam jest sobie winien w sprawie wyznawców. Do legendy przeszły jego audycje z lat 80, gdy prezentował Visage, Ultravox, Johna Foxxa, Talk Talk, Classix Nouveaux i innych wykonawców New Romantic. Był to w sumie mało znaczący i krótkotrwały styl w muzyce, ale dzięki Tomkowi Beksińskiemu w Polsce Nowy Romantyzm był popularny przez lata, ba - nawet dzis znaleźć można fanów stylu. Okazało się, że osobowosć młodego redaktora plus muzyczna erudycja plus dostęp do mnóstwa swiatowych nowosci przekłada się na ogromne zainteresowanie słuchaczy. I w zamkniętej, ponurej, komunistycznej enklawie audycja "Romantycy Muzyki Rockowej" dawała słuchaczom trochę...czegos więcej.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tyle, że ja miałem wtedy 10-12 lat. Ja poznałem go znacznie później - gdy przeszedł już z radiowej Dwójki do PR III i zaczął prowadzić "Trójkę Pod Księżycem". Gdy zacząłem słuchać jego audycji, byłem muzycznym analfabetą. Rockowym neofitą, gorliwie pragnącym nauki. I On, nieswiadomie, uczył mnie. Edukował. Wskazywał rzeczy warte poznania. Ba - w zasadzie każdy zespół, który wskazał, był w tym moim wczesnym okresie warty poznania. I poznawałem od Sasa do lasa : artrock, hard rock, progressive, psychodelia, eksperymenty - łykałem wszystko i w każdej ilosci. I cieszyło mnie to eksplorowanie dziewiczego terytorium. W zasadzie wszystko, co wiem na temat muzyki obecnie, zawdzięczam tylko i wyłącznie audycjom Tomka Beksińskiego.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ale to nie wszystko. Bo nie sztuką było wskazać : słuchaj tego. Nie sztuka było wychować sobie słuchaczy bezkrytycznych. Olbrzymią zaletą Tomka było to, że uczył swoich słuchaczy MYSLEĆ. Uczył nie bać się powiedzieć "zespół X nagrał kiszkę". I nie ważne, że zespół X to Wielki I Zasłużony Zespół. Nauczył nas, że nie słucha się muzyki Nazwami. Bo i Moody Blues i Pink Floyd i Procol Harum i Genesis i Yes nagrywali w swojej karierze płyty koszmarne. Denne. Beznadziejne. I nie ma powodu, żeby mówić, że jest inaczej. Dziękuję Ci, Tomku.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Dziękuję też za te tysiące swietnych, a zapomnianych grup, które wydobyłes z odmętów zapomnienia (do spółki z Jackiem Lesniewskim). Ileż ekscytujących chwil... Dziekuję także za Devil Doll. Za Lacrimosę. Za Deine Lakaien. Za Inkubus Sukkubus. Za XIII Stoleti. I przede wszystkim za Legendary Pink Dots. Dopiero po kilku latach odkryłem, że te organy i ptaszyska z czołówki Twojej audycji to srodkowa częsć "Neon Mariners" z płyty "Any Day Now". Byłem już wtedy głęboko zakochany w muzyce Ka-Spela i spółki. I ta miłosć, choć trudna, trwa do dzisiaj. Nawet jesli nie grają już na koncertach cudownej "Belladonny". Ale to twoje uparte namawianie w audycjach sprawiło, że po pewnym czasie zacząłem sięgać po płyty Kropek samodzielnie i odkrywać ich niezwykłe piękno. I doswiadczać przeżyć bliskich odlotowi na ich koncertach.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/1600/498922/tb1.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/320/615042/tb1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Muzyka muzyką - ale przecież były i filmy. Filmy, które Tomek tłumaczył w sposób perfekcyjny albo perfekcji bliski. A jesli trafił się w tłumaczeniu błąd, potrafił się nim katować wiele lat. Słynna przecież była jego wypowiedź, że najchętniej przetłumaczyłby jeszcze raz od nowa całego Monty Pythona. Bo stare tłumaczenie było złe (każdy kto oglądał "Latający Cyrk..." w tłumaczeniu TB wie, jak karkolomne to było zadanie i jak doskonale sobie z nim poradził). Tak samo odcinał się od tłumaczeń tekstów, które robił na antenie w latach 80 - jako od dzieła translatorskiego analfabety. Wiele od siebie wymagał, ale i wiele wymagał od swoich słuchaczy / odbiorców. I pamiętam ten smutek, gdy pewnego dnia ogłosił, że rozstaje się z Trójką. Że stracił sens i że nie widzi dalszej możliwosci prowadzenia audycji. Potem dowiedziałem się, że poszło o słuchaczy własnie. Bo Tomek zaczął stanowczo odcinać się od wizerunku smutnego, ponurego Nosferatu. I zaczął isć wbrew oczekiwaniom "wyznawców". Czego dowodem była coraz mniejsza ilosć "gotyku" w audycjach, czego dowodem było np. pojawianie się (częste!) Pet Shop Boys (którzy wtedy wypuscili składankę stron B singli). I nagle okazało się, że nie tego chcą słuchacze. Że Tomek stał się w pewnym sensie niewolnikiem swojego image i swoich słuchaczy. Odciął się od tego błyskawicznie. Wydawało się, że na zawsze, że na dobre. Jego miejsce zajął jakis pierdoła usiłujący "robić klimat", ale wychodziło żałosnie. Wrócił pod koniec lata 1997 i pamiętam moją radosć, gdy usłyszałem znajomy głos i znajome "Dobry wieczór". I On się zmienił trochę i słuchacze się trochę zmienili, w każdym razie wydawało się, że nic już tych wieczorów nie zakłóci. Tym bardziej, że bywały wsród nich audycje wybitne, genialne i cudowne po prostu. Audycje tematyczne. Westernowa. Horrorowa. Ta, w której puszczał tylko piosenki, które lubiła Jego niedawno zmarła Mama. Albo ta, którą zrobił ad hoc po wypowiedzi biskupów, którzy ogłosili, że muzyka metalowa i rockowa to dzieło szatana i takie tam. Cała noc z Atomic Rooster, Black Sabbath, Metalliką i innymi heavy tuzami.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wszystkie te chwile przeminęły jak łzy w deszczu. Pamiętam tę ostatnią audycję. Fin-de-siecle'ową. "Ostatnia w tym roku, ostatnia...w ogóle". Żart, nikt nie wziął tego poważnie. Słuchając Trójki w Boże Narodzenie 1999 usłyszałem, że Tomasz Beksiński popełnił w Wigilię samobójstwo. Rozpacz, ból, nieprzyjęcie faktu do wiadomosci a w końcu akceptacja i pogodzenie się. Tylko, że pozostała pustka. Nie ma i raczej nie będzie Osobowosci na Jego miarę. Jestem tego pewien. Poza tym radio się zmieniło, wszystko się zmieniło. Czasami zastanawiam się, jak by się odnalazł w dzisiejszych czasach? Czy spodobałby mu się swiat? Muzyka? Kino? Ekspansja internetu? Czy polubiłby Daniela Craiga jako nowego Bonda? Czy zrobiłby to cholerne nowe tłumaczenie Pythonów? Wiele jest tych pytań. I nie będzie żadnej odpowiedzi. Tęsknię za Tobą, Tomku...&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ff0000;"&gt;Disclaimer : powyższy tekst miał ukazać się w kolejną rocznicę smierci Tomasza Beksińskiego. Różne okolicznosci sprawiły, że nie dałem rady, a nie chciałem umieszczać tu czegos niedopracowanego. To chyba najważniejszy z dotychczasowych moich tekstów na blogu, swoiste credo i spowiedź dziecięcia wieku. Mam nadzieję, że godzien swojego bohatera.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-117001076424938385?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/117001076424938385/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=117001076424938385' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/117001076424938385'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/117001076424938385'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2007/01/idol_28.html' title='Idol'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116757498352662420</id><published>2006-12-31T15:08:00.002+01:00</published><updated>2007-01-01T19:49:54.250+01:00</updated><title type='text'>Happy New Year</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/1600/970289/sylwek.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/200/805869/sylwek.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;No i rok 2006 możemy uznać za skończony, drodzy czytelnicy. Za kilka godzin będziemy się pewnie bawili na wszelakich balach / imprezach / zabawach / NOT-ach :), więc korzystając z okazji życzenia wszelkiej pomyslnosci i roku 2007 tak udanego, żeby aż żal było go kończyć zasyłam Wam, drodzy czytelnicy, tradycyjnie : wraz z piosenką. Adekwatną, a co :)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;No more champagne&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;And the fireworks are through&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Here we are, me and you&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Feeling lost and feeling blue&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;It's the end of the party&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;And the morning seems so grey&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;So unlike yesterday&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Now's the time for us to say&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;May we all have a vision now and then&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Of a world where every neighbour is a friend&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;May we all have our hopes, our will to try&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;If we don't we might as well lay down and die&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;You and I&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Sometimes I see&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;How the brave new world arrives&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;And I see how it thrives&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;In the ashes of our lives&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Oh yes, man is a fool&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;And he thinks he'll be okay&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Dragging on, feet of clay&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Never knowing he's astray&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Keeps on going anyway...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;May we all have a vision now and then&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Of a world where every neighbour is a friend&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;May we all have our hopes, our will to try&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;If we don't we might as well lay down and die&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;You and I&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Seems to me now&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;That the dreams we had before&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Are all dead, nothing more&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Than confetti on the floor&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;It's the end of a decade&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;In another ten years time&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Who can say what we'll find&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;What lies waiting down the line&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;In the end of eighty-nine&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;May we all have a vision now and then&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Of a world where every neighbour is a friend&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Happy new year&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;May we all have our hopes, our will to try&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;If we don't we might as well lay down and die&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;You and I&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Abba "Happy New Year"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116757498352662420?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116757498352662420/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116757498352662420' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116757498352662420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116757498352662420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/12/happy-new-year_116757498352662420.html' title='Happy New Year'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116690347630982500</id><published>2006-12-23T20:42:00.000+01:00</published><updated>2006-12-23T21:37:07.443+01:00</updated><title type='text'>Wesołych Swiąt! Merry X-Mas everybody! :)</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/1600/900286/father.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/320/606840/father.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wiele napisano piosenek o tematyce swiątecznej, ale ta jest chyba najładniejsza. I niech to będzie mój skromny prezent dla wsystkich czytelników mojego małego miejsca w sieci :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;They said there'll be snow at Christmas&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;They said there'll be peace on Earth &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;But instead it just kept on raining &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;A veil of tears for the Virgin's birth &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;I remember one Christmas morning &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;A winters light and a distant choir &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;And the peal of a bell and that Christmas Tree smell &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;And their eyes full of tinsel and fire &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;They sold me a dream of Christmas &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;They sold me a Silent Night &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;And they told me a fairy story &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;'Till I believed in the Israelite &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;And I believed in Father Christmas &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;And I looked at the sky with excited eyes &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;'Till I woke with a yawn in the first light of dawn &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;And I saw him right through his disguise&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;I wish you a hopeful Christmas &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;I wish you a brave New Year &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;All anguish pain and sadness &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Leave your heart and let your road be clear &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;They said there'll be snow at Christmas &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;They said there'll be peace on Earth &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;Hallelujah Noel be it Heaven or Hell &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ff9900;"&gt;The Christmas we get we deserve.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Greg Lake / Emerson Lake &amp;amp; Palmer "I believe in Father Christmas"&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Zdrowych, wesołych, najpiękniejszych, przesyconych miłoscią i radoscią Swiąt życzy wszystkim&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Marcin "Tarkus" Piwnik&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116690347630982500?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116690347630982500/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116690347630982500' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116690347630982500'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116690347630982500'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/12/wesoych-swit-merry-x-mas-everybody.html' title='Wesołych Swiąt! Merry X-Mas everybody! :)'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116613567300381512</id><published>2006-12-14T23:05:00.000+01:00</published><updated>2006-12-14T23:40:56.086+01:00</updated><title type='text'>Mocny człowiek</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/1600/906861/rc-afd-cover-small.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6111/3620/320/636937/rc-afd-cover-small.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie, żebym gościa znał wcześniej - trafiłem na niego przypadkiem. Po trzydziestu dwóch minutach z małym ułamkiem z trudem wstałem z podłogi, wysmiałem się do końca i zapodałem ten wynalazek jeszcze raz. Wynalazek nazywa się Richard Cheese. A płyta wynalazka, która wzbudziła tyle we mnie endorfin, nosi jakby skąds znajomy tytuł "Apperitif For Destruction". Tak, tak, dokładnie, TO SA JAJA. I to takie wielkie. Choć sam pomysł może nie pierwszej swieżosci - "weźmy kilkanascie hitów i przeróbmy je na jazzik". Takie rzeczy robił choćby Paul Anka niedawno. A Johnny Cash przerabiał hity różnej proweniencji na swoje country. Ale obaj robili to na poważnie. No i umówmy się : żaden z nich nie odważyłby się zrobić z "Sunday Bloody Sunday" U2...mambo.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tu nie ma przebacz - jest rozstrzał od sasa do lasa. Guns'n'Roses. Slipknot (!!!). Metallica. Green Day. Alice In Chains. Jane's Addiction. The Killers. Band Aid. Violent Femmes. Black Eyed Peas. Beastie Boys. 2Live Crew. Wszystko w wersji na pianinko, kontrabasik, małą perkusję. Czasami dęciaki. Raz chyba chórek żeński. A w Jacksonowym "The Girl Is Mine" goscinnie na drugim wokalu Stephen Hawking. Tak, wiem, to przekracza granice dobrego smaku, ale zaręczam - tarzałem się ze smiechu. Pewnie mam prymitywny gust ;)&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W sumie Cheese poległ tu raz : na "Let's Get It Started" Black Eyed Peas. Zabrakło temu kawałkowi jednak jaj oryginału. Pozostałe 15 to strzały w ryj seriami. Tom Jones w Las Vegas wykonuje hity na życzenie. Karaoke dla potłuczonych. Cos wspaniałego, naprawdę. Nie na każdy gust, owszem. Ale jesli podejsć do Ryska na luzie i z humorem, ma się na pół godziny zapewnioną swietną zabawę. A jak się postarasz, to Cheese wydał jeszcze kilka płyt z podobnym repertuarem.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Aha - towarzyszy Artyscie zespół Lounge Against The Machine w składzie : Bobby Ricotta, Gordon Blue i Buddy Gouda. Na chórki powinna mu pasować Miss Carpone.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;PS. Najbardziej rozwalają mnie tu dwa kawałki : "Do Me", który przerywa w połowie producent i zaczyna marudzić, że Cheese źle wymawia tytułowe słowa, co kończy się donosnym "Well... FUCK YOU!!" i rozpierduchą skwitowaną przez producenta "All right... That's lunch!" :)) Drugi to "Somebody Told Me" The Killers. Wykonane piano solo. Bardzo waitsowe. Słychać, że Artysta jest niedopity mocno. Ale stara się dopić, co słychać, bo tłucze się z drinkiem jakims albo flaszką. Kończy, mówi "Thank You, goodnight" i schodzi ze sceny. W tle rozlega się donosny odgłos rzygania :))&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;PS2. Umówmy się - to chyba jedyny artysta, który bez ryzyka mógł zaspiewać "Me So Horny" - to czysto pornograficzny kawałek o facecie, któremu, cytuję "stoi chuj i chce zaruchać". Przerobiony oczywiscie na jakies cholerne mambo :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116613567300381512?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116613567300381512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116613567300381512' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116613567300381512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116613567300381512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/12/mocny-czowiek.html' title='Mocny człowiek'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116480169473193141</id><published>2006-11-29T12:48:00.001+01:00</published><updated>2006-11-29T22:14:30.930+01:00</updated><title type='text'>Wiosna jak marzenie</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Dwie szybkie daty :&lt;br/&gt;- 21.04.2007 Filharmonia Pomorska, Bydgoszcz&lt;br/&gt;- 22.04.2007 Klub "Studio", Kraków&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Van Der Graaf Generator!!!!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Jesli banalnie napiszę, że spełni się jedno z największych moich marzeń, to sie nie obrazicie? "Killer", "Still Life", "La Rossa"... na żywo. Peter Hammill, Hugh Banton, Guy Evans. Szkoda, że bez Davida Jacksona i jego saksofonowych szaleństw... Ale z drugiej strony w trio nadadzą nową jakosć starym klasykom. Już się doczekać nie mogę :))&lt;/div&gt;&lt;style&gt;i{content: normal !important}&lt;/style&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116480169473193141?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116480169473193141/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116480169473193141' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116480169473193141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116480169473193141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/11/wiosna-jak-marzenie_29.html' title='Wiosna jak marzenie'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116440212960263793</id><published>2006-11-24T21:53:00.000+01:00</published><updated>2006-11-24T22:02:09.623+01:00</updated><title type='text'>15 lat temu...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;...zmarł Freddie Mercury. Jak ten czas leci - to już prawie pół mojego życia temu. Pożegnał się ze swiatem jedną z najlepszych płyt Queen, "Innuendo" - i to chyba tylko spotęgowało żal po Jego smierci. Smierci zbyt wczesnej, niepotrzebnej - i takie tam. Ale przecież została muzyka Queen i Jego wokalne wyczyny. Bo przecież nikogo nie trzeba przekonywać, że wokalistą był Mercuty wspaniałym. Z głosem czynił prawdziwe cuda i nieważne, czy wykonywał piosenkę...hmm...disco czy też tę, którą lubię najbardziej. "Bohemian Rhapsody". No to jest przecież mistrzostwo swiata - zaczyna się jak zwykła ballada, potem rozwija się w jakby operowe popisy aż następuje soczysty, hardrockowy finał i znów balladowy epilog. Mogę tego słuchać do znudzenia - i jeszcze raz, przepyszne. A takich popisowych numerów mieli przecież Queen w repertuarze więcej - i każdy zawdzięcza swą niezwykłosć w znacznym stopniu TEMU głosowi. Toast za Ciebie, Freddie. Gdziekolwiek jestes i z kimkolwiek teraz spiewasz. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116440212960263793?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116440212960263793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116440212960263793' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116440212960263793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116440212960263793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/11/15-lat-temu.html' title='15 lat temu...'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116427684220251013</id><published>2006-11-23T10:25:00.000+01:00</published><updated>2006-11-23T16:30:27.130+01:00</updated><title type='text'>Mikrofon na kiju od szczotki</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Dzis będzie o bootlegach. Czyli o nagraniach legalnych inaczej. I często dokumentujących rzeczy naprawdę niezwykłe, których nie miałbym okazji usłyszeć nigdzie indziej.Nie chwaląc się - moja kolekcja nagrań z "drugiego obiegu" dawno już przekroczyła tysiąc albumów. Oczywiscie w życiu nie uskładałbym takiej potężnej kolekcji, gdyby nie boom internetowy, dzis sciągnięcie takiego, czy innego bootlega nie stanowi wiekszego problemu - sajty typu DIME redukują cała trudnosć do zalogowania się i sciągniecia programu do obsługi torrentów. I hulaj dusza - na samym DIME dziennie przybywa kilkadziesiąt bootlegów, a to tylko jedna ze stron - inna rzecz, że najbardziej ogólna i wszechstronna, istnieją sajty poswięcone np. tylko Pink Floyd lub tylko okreslonemu gatunkowi muzycznemu. Żelazna zasada - sciągasz - daj też sciągnąć innym. Różnie to sprawdza się w praktyce, ale ludzie starają się stosować i dobrze jest.Może trochę odarło to kolekcjonowanie bootlegów z nimbu wyższego stopnia wtajemniczenia. W czasach przedinternetowych (a zwłaszcza przedkompaktowych) wymiana bootlegów to była cała ceremonia przecież. Tasmy magnetofonowe (albo i szpule!) wysyłane pocztą, radosć z posiadania dziesiątej kopii brzmiącej, jakby nagrano ją przez scianę i z mikrofonem schowanym w wiaderku z kisielem. Ale tylko na bootlegach można było usłyszeć niesławny koncert Deep Purple z Japonii, przerwany w połowie, co skończyło się literalnym przemieleniem przez wkurzony tłum sali koncertowej. Albo pierwsze koncertowe wykonanie "Tommy'ego" The Who. Albo wczesną wersję "Dark Side Of The Moon". Albo Franka Zappę jamującego z Pink Floyd. Albo wszelakie nagrania demo. Albumy nigdy nie wydane oficjalnie (najcenniejsze są te skopiowane ze skasowanych później tasm-matek). I tak dalej i tak dalej. Są artysci z założenia bootlegowani w setkach pozycji, jak Led Zep, Flojdzi, Stonesi. Są też zespoły kompletnie już zapomniane, mające na koncie bootleg lub dwa. Wszystko to jest cenne.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wysnobowałem się. Zasadniczo zauważyłem, że o ile na początku mojego kolekcjonowania łykałem wszystko "jak leci", to teraz już się zastanowię, czy naprawdę jest mi potrzebny koncert Dylana, czy chcę naprawdę demówki z okresu "Baranka" Genesis itp.. Biorę rzeczy rzadsze, które będą mnie cieszyć samym faktem posiadania, a nie dlatego "że muszę". Miałem taki etap z Genesis - postanowiłem sobie, że zdobędę przynajmniej po jednym bootlegu z każdej ich trasy poczynajac od najwczesniejszych lat do 1992 roku. I udało się - w znacznym stopniu dzięki nieistniejącej już nieodżałowanej liscie traderskiej Hogweeds. Zresztą to bootleg Genesis, hali Massey Hall, Toronto z 1973 roku, był tym, który moją kolekcję otworzył. Tyle, że dzis nie jestem już w stanie wysłuchać w całosci "Lamb Show", zwłaszcza, że one niewiele się między sobą różniły. Dlatego wracam raczej do tych bootlegów genesis, które odstaja z tej czy innej przyczyny. Na przykład awaria prądu, która sprawiła, że Collins musiał zagrac solo perkusyjne, by zabawić publikę. Albo sławne "Supper's Ready in 30 seconds" z trasy bodajże 1983 roku. Albo "Reunion Show" z 1982. Co innego bootlegi Pink Floyd - na tych z samej końcówki lat 60 i początku 70 (tak do 1975 roku...) działy się rzeczy naprawdę niezwykłe. Bo to był zespół poszukujący, czasami błądzący, ale prawie zawsze fascynujący. Kurczę, rozbuchać piosenkę typu "Fat Old Sun" do ponad 16 minut i nie zanudzić słuchacza to sztuka. A Flojdom się ta sztuka udała. Albo wykonania "Atom Heart Mother" z orkiestrą i bez orkiestry - jakby zupełnie różne utwory,w obu wypadkach fascynujące swoją innoscią. Albo "Raving And Drooling" i "Gotta Be Crazy" czyli "Sheep" i "Dogs" z "Animals", wykonywane na trasie 1974/1975, dwa lata przed wydaniem na płycie, z innymi tekstami, z nieco zmienioną muzyką.Albo takie cuda, jak niewydany z przyczyn prawnych koncertowy album Stonesów z trasy 1972 - fenomenalna rzecz, jedna płyta z występami Ike'a i Tiny Turnerów i Steve Wondera, druga z koncertem Stonesów, całosć jest udaną namiastką ówczesnego show Jaggera i wesołej kompanii.Albo polskie koncerty Budgie z 1982 roku (alez gorąca atmosfera). Iron Maiden z 1984 (patrz Budgie). Cohen z 1985 (Wrocław i Warszawa). Procol Harum z 1976 (podobnie jak w przypadku Maidenów, Cohena i Budgie są to koncerty z Hali Ludowej we Wrocławiu). Albo koncerty Niemen Group z Leningradu 1976 (kapitalna rzecz, bliska Flojdom w klimacie...) i z warszawskiego "Remontu" z 1974 (ponad 40-minutowa improwizacja ze skrzypcami w roli głownej!). Przesławny koncert Quidam "Pod Przewiązką" z 1996 roku. Collage z Jarocina 1990. Albo pięć lat wczesniejszy występ tamże Cytrusa....To są emocje, to są wzruszenia, odkrywanie nowych lądów niemalże. Czasami okazuje się, że jesli nie słyszelismy tego czy innego zespołu na żywo, to nic nie słyszelismy. I naprawdę czasami jakosć nagrania schodzi na plan dalszy, liczą sie tylko te dźwięki z głosnika, dreszczyki, których czasami trudno doswiadczyć słuchając płyt studyjnych.&lt;br /&gt;A co ze stroną moralną bootlegów, zapyta ktos. No cóż, naprawdę przejmowałbym się tym, gdybym musiał bootlegi kupować, dając zarobić jakiemus cwaniaczkowi, zamiast wykonawcy. Tyle, że czasy się zmieniły i w obecnej globalnej wiosce obowiązują proste zasady "Do not buy / sell - trade freely". I kropka - handlarze na ebayu są bezlitosnie sekowani (żeby tak jeszcze na allegro...). Silny nacisk jest na niekonwertowanie bootlegów do formatów stratnych (mp3 i podobne). I równie silny nacisk jest na kupowanie oficjalnych wydawnictw bootlegowanych wykonawców. Fakt, czasami idee sobie, życie sobie, ale to wszystko robi dobrą atmosferę wokół cyrkulacji bootlegów. Ba, są zespoły, które zezwalają chętnym na nagrywanie swoich koncertów (a nawet takie, które udostepniają chętnym podpięcie się pod konsoletę!!). Są zespoły dające błogosławieństwo poswięconym im listom traderskim. Czy choćby wypuszczające w swiat "oficjalne bootlegi" - czyli niejako cywilizujące nielegalne nagrania. Bo to paradoksalnie nakręca popularnosć wykonawcy. I sporo osób zachęcona fajnym wykonaniem zasłyszanym na bootlegu sięga po wydawnictwa jak najbardziej oficjalne.&lt;br /&gt;Bo bootlegerzy są jak karaluchy - przeżyją wszystko. Zespoły mogą sobie prowadzić Bóg wie, jak bardzo restrykcyjną politykę,a i tak zawsze znajdzie się koles z iPodem i kardioidalnym mikrofonem stereo przemyslnie schowanym w kołnierzyku koszuli i nagra co chce, a potem to rozprowadzi. Najwyżej jakosć będzie słabsza. Przecież trzy dekady temu (z hakiem!) niejaki Peter Grant narzekał na "cholerne mikrofony dyndające na kiju od szczotki", bezlitosnie tłukł przyłapanych bootlegerów, robił naloty na handlujące bootlegami sklepy. I co? Led Zeppelin, których Grant był menedżerem, są do dzis jednym z najchętniej bootlegowanych zespołów w historii ( w sensie - ilosci bootlegów w obiegu oczywiscie). Bo na nawiedzeńców nie ma rady. I nie powiem - cieszy mnie, że tacy wariacy byli, są i będą, amen.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116427684220251013?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116427684220251013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116427684220251013' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116427684220251013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116427684220251013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/11/mikrofon-na-kiju-od-szczotki.html' title='Mikrofon na kiju od szczotki'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116367342714370889</id><published>2006-11-16T10:23:00.000+01:00</published><updated>2006-11-16T13:04:29.733+01:00</updated><title type='text'>Asia</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/Asia.0.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/320/Asia.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Poniższą notkę zawdzięczacie Arien, a dokładnie jednemu z jej komentów, w którym napisała, że myslała, iż jest jedynym człowiekiem w Polsce pamiętającym zespół Asia. Nie, nie jedynym :)&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;To była pierwsza supergrupa lat 80. Oj, dostali w dupę, dostali. Od krytyków, od słuchaczy... W sumie ciężko się temu dziwić. No bo tak - Asię utworzyli Steve Howe (ex-Yes), Carl Palmer (ex- Crazy World Of Arthur Brown, ex-Atomic Rooster i przede wszystkim ex-ELP), Geoff Downes (ex-The Buggles i ex-Yes) oraz John Wetton (o którym krócej byłoby napisać, w jakich zespołach się nie udzielał.. ok, ex-King Crimson). Czyli muzycy z tzw. ambicjami po których możnaby oczekiwać Muzyki i Sztuki. Zwłaszcza po Wettonie, który pod koniec lat 70 ambitnie poległ z supergrupą U.K. . Panowie nie komentowali sytuacji, co tylko nakręcało atmosferę. Zamknęli się w studiu i nagrywali. Gdy przedstawili pierwszy owoc swojej pracy, zawrzało.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;No bo wszyscy się progrocka spodziewali. Komplikacji, ambicji itepe. A tu zonk. "Heat Of The Moment", pierwszy singiel Asii, był wręcz modelowym przykładem gładkiego amerykańskiego poprocka "do radia". Wpadająca w ucho melodia, refren stworzony do wspólnego spiewania, bogate brzmienie - ale w sumie to "tylko" trzyminutowa piosenka. Nie tego się spodziewano i się zaczęło. Że komercha. Że schlebianie najnizszym gustom. Że skok na kasę i pójscie na łatwiznę. Ogólnie kupa, wyrzyg i dajcie sobie panowie siana. Tyle, że ten singiel stał się przebojem gigantycznym i sprzedawał się jak swieże bułeczki w ilosciach hurtowych. A gdy ukazał się pełnowymiarowy debiut naszej supergrupy, okazało się, że takich przebojów dałoby się z tej płyty wykroić znacznie więcej - co też ciupasem zrobiono. "Sole Survivor", "Only Time Will Tell", "Here Comes The Feeling" - to były hiciory. No i pociągnęły wielomilionową sprzedaż albumu. Konta muzyków znacznie się rozrosły, a promujące debiutancki album tournee było wyprzedane do ostatniego miejsca. W 1982 Asia rządziła swiatem, bez dwóch zdań. A że ambicje muzyków skoncentrowały się na prostych, melodyjnych piosenkach pop - czy to źle? Poza tym mimo wszystko był to pop z ambicjami. Drobiazgi - zmiany tempa, nietypowe przejscia instrumentalne czy choćby solo perkusyjne Palmera w "Wildest Dreams", to wszystko swiadczyło o klasie muzyków. Dodatkowy smaczek to pyszna okładka autorstwa Rogera Deana (stałego ilustratora płyt Yes między innymi) - pozostałe klasyczne płyty Asii również mają jego obrazy na okładkach.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;I żeby było smieszniej, ten album broni się doskonale do dzis. Wysmakowane brzmienia, niebanalne (mimo wszystkich związków z AOR-music typu Styx, REO Speedwagon czy Boston) melodie, nieskomplikowane teksty o relacjach damsko-męskich - czas dobrze obszedł się z tym albumem.&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/Alpha.1.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/320/Alpha.1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W 1983 roku Asia, idąc za ciosem, wydała drugą płytę, "Alpha". I stanie się już tradycją, że każdy następny regularny album zespołu będzie miał tytuł na "A" się zaczynający. Lokomotywą "Alphy" jest bez wątpienia "Don't Cry" stworzony według sprawdzonej recepty poprzednich hitów. Znów zabójczo chwytliwe melodie i znów olbrzymi przebój. I kolejne miliony wpływające do kasy czterech panów. Tym razem obyło się bez niezdrowych sensacji, publicznosć wiedziała już, czego się ma spodziewać - i dokładnie to dostała. "The Smile Has Left Your Eyes", "Never I A Million Years" czy "The Heat Goes On" dowodziły, że zespół wciąż trzymał wysoką formę. Tyle, że w grupie zaczęły się tarcia. Podczas tournee promujacego "Alphę" osiągnęły one taki poziom, że John Wetton po prostu opuscił zespół przed występami w Japonii. Nagłym zastępstwem został Greg Lake (ex-King Crimson, ex-ELP) i, jak dowodzi album "Asia in Asia", poradził sobie lepiej, niż przyzwoicie. Na tyle przyzwoicie, że Wetton w te pędy wrócił do zespołu i Lake został na lodzie. Ale zgrzyt pozostał - żelazna zasada supergrup mówiąca, że takie nagromadzenie indywidualnosci i talentów musi skończyć się rozsypką, zaczęła się sprawdzać także w przypadku Asii.&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Skład Wetton - Downes - Howe - Palmer nagrał jeszcze tylko jeden album, "Astra", w 1985 roku. Ze znakomitą okładką Deana i z mierną zawartoscią autorstwa spółki Wetton - Downes. W sumie poza "Voice Of America" nie ma o czym w przypadku tej płyty mówić. No i sprzedawała się znacznie gorzej, niż poprzedniczki. Gwiazda Asii znacznie zbladła i zespół zdecydował się zawiesić po tournee promocyjnym działalnosć. A potem już było z górki. Składanka "Then &amp; Now" z paroma nowymi utworami przygotowała grunt pod powrót grupy. W składzie zabrakło już Howe'a, zastąpionego przez Pata Thralla. Sentymenty zadziałały, tournee się dobrze sprzedało, Asia przystąpiła do nagrywania kolejnej płyty. "Aqua" ukazała się w 1992 roku i... z oryginalnego składu ostał się tylko Downes. Wettona zastąpił John Payne, Palmer, mimo iż wymieniony w składzie, nie brał udziału w nagraniach (jego partie skompilowano studyjnie z wczesniejszych nagrań!!), Howe zagrał goscinnie w kilku utworach. Płyta jest, poza "Who Will Stop The Rain", generalnie do zapomnienia. Najsmutniejsze, że to zdecydowanie najlepsza płyta "nowej" Asii. Potem nastąpiła seria coraz słabszych albumów dla coraz mniejszych wytwórni. Parę lat temu Asia zahaczyła nawet koncertowo o Polskę, podobno wypadli przyzwoicie. Nie byłem, nie wiem.&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;A teraz Asia znów koncertuje. I to w składzie Downes - Wetton - Howe - Palmer. Trasa jest wielkim sukcesem komercyjnym i... artystycznym. Bo panowie poza swoimi największymi przebojami grają też rzeczy z repertuaru King Crimson, ELP i Yes. I są w wysokiej formie, a to najważniejsze. Fajnie usłyszeć, że faceci po pięćdziesiątce, po sporych przejsciach, wciąż dają radę wypełnić wielotysięczne hale w USA i Japonii. Ciekawe tylko, czy przyjadą do Europy, bo ja bardzo chętnie przekonałbym się o tym, że tak powiem, naocznie. No i umówmy się - kto by nie chciał poczuć tego dreszczyka, gdy Steve Howe wygrywa początkowe riffy "Heat Of The Moment"... Proszę, dobrzy ludzie, sprowadźcie ich, jesli nie do Polski, to chociaż w jakies bliskie sąsiedztwo. Cena biletu nie gra tu większej roli :)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116367342714370889?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116367342714370889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116367342714370889' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116367342714370889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116367342714370889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/11/asia.html' title='Asia'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116308820559863479</id><published>2006-11-09T16:59:00.000+01:00</published><updated>2006-11-09T17:07:20.970+01:00</updated><title type='text'>Żegnaj, Basil...</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/basil.0.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/320/basil.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;Wczoraj długą walkę z rakiem przegrał Basil Poledouris... Kolejna cenna osoba z szeroko pojętego swiata muzycznego odchodzi na tamtą stronę...&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Pozostały oszałamiająco wspaniałe scieżki dźwiękowe do takich filmów, jak "Conan Barbarzyńca", "Robocop", "Polowanie na Czerwony Październik", "Starship Troopers". Bardzo charakterystyczne, rozpoznawalne od pierwszych nut, jedyne w swoim rodzaju. A często bedące jedyną prawdziwą wartoscią filmu (jak w wypadku wspomnianego "Starship Troopers" , "Conana Niszczyciela" czy "Robocopa 3").&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Żegnaj, Mistrzu!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116308820559863479?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116308820559863479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116308820559863479' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116308820559863479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116308820559863479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/11/egnaj-basil.html' title='Żegnaj, Basil...'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116299508003139485</id><published>2006-11-08T15:07:00.000+01:00</published><updated>2006-11-08T15:22:19.193+01:00</updated><title type='text'>More on Genesis Reunion</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;...bo mi to w lengłydżu lepiej brzmiało :P&lt;br /&gt;Genesis nie planują wykonywać na trasie 2007 "Supper's ready". Buuu... Za to próbują utwory z szerokiego spektrum kariery - podobno nawet aż z 1973 roku rzeczy. Hmm... W czasie trasy "Calling All Stations" grali "Firth Of Fifth", więc czemu nie teraz? :) No i ich pierwszy przebój, "I Know What I Like" to ta sama płyta, ten sam rok. Wciąż mrrrrrrrrrruczę :)&lt;br /&gt;Collins stwierdził, że nie robią tego tour dla kasy. Panie Collins, z takim kontem bankowym to ja też bym sobie grał dla przyjemnosci :) Ale oddając sprawiedliwosć - w rzymskim Koloseum zagrają &lt;strong&gt;darmowy&lt;/strong&gt; koncert dla 300.000 luda. I cos mi mówi, że będzie to telewizja transmitowała, więc bootlegerzy będą mieli używanie :) Tak, martwi mnie to. Ogromnie :)&lt;br /&gt;Wyszło na jaw, że pierwotnie panowie planowali reunion w składzie z Hackettem i Gabrielem, by zagrać całosć "The Lamb Lies Down On Broadway"! Ale tak z drugiej strony to w sumie dobrze, że ten pomysł zarzucono. Z jednej strony "Lamb Shows" to były 30 lat temu wydarzenia i pewnie teraz też byłoby na co popatrzeć, ale oprócz "Baranka" jest jeszcze kilkanascie utworów, które chciałbym usłyszeć z ich repertuaru. Dopiescili więc szerszą publicznosć i ja się z panami&lt;br /&gt;zgadzam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/dresesis.0.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/320/dresesis.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Uwaga! Sensacja! Reaktywacja zespołu Boys!&lt;/em&gt; A tak naprawdę to Genesis na wczorajszej konferencji. Gustowny dresik, Phil :)&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116299508003139485?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116299508003139485/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116299508003139485' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116299508003139485'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116299508003139485'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/11/more-on-genesis-reunion.html' title='More on Genesis Reunion'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116290912946853424</id><published>2006-11-07T15:11:00.000+01:00</published><updated>2006-11-07T16:55:15.513+01:00</updated><title type='text'>Genesis wrócili!</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/mailer2.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/320/mailer2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;No i super :) Dzis mieli konferencję prasową i potwierdzili tylko plotki krążące od tygodni. Szkoda, że nie spełniły się marzenia sciętej głowy i w składzie jednak nie znaleźli się Peter Gabriel i Steve Hackett, ale i tak sam fakt jest swietną sprawą. Oczywiscie grać będą w składzie Collins - Banks - Rutheford - Chester Thompson - Darryl Stuermer, czyli jest to skład, który osiagnął największe sukcesy komercyjne, ale artystycznie już bywało różnie. Tyle, że obecnie panowie raczej nie mają w planach płyty, a jedynie tournee, a na koncertach grali zawsze przekrój przez całą karierę. Tym razem przebąkuje się, że Collins ma w planach wykonanie CAŁEGO "Supper's Ready". No to by było COS. Zwłaszcza, że ostatni raz "Supper's..." grali tak ponad 20 lat temu. W sumie nie pogniewałbym się, gdyby to nawet był jedyny numer z repertuaru z lat 70 :)&lt;br /&gt;No i kolejna dobra wiadomosć związana z ICH powrotem - zagrają w Polsce! 21 czerwca na Stadionie Sląskim w Chorzowie. Bilety od 110 do 500 zł maja być dostępne już od końca listopada. Cytując pewną reklamę - są powody do mrrrrrrrrrruczenia. Mrrrrrrrrrr.... :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Jakby tak jeszcze dobrzy ludzie sciągnęli do Polski grupę Asia... Jak raz też są w trasie - w oryginalnym składzie i grają cudnosci na koncertach...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116290912946853424?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116290912946853424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116290912946853424' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116290912946853424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116290912946853424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/11/genesis-wrcili.html' title='Genesis wrócili!'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-116046696783669323</id><published>2006-10-10T09:52:00.000+02:00</published><updated>2006-10-10T17:01:16.363+02:00</updated><title type='text'>Odszedł Poeta...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/grechuta.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/320/grechuta.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj w Krakowie zmarł w wieku 60 lat Marek Grechuta. I nic więcej nie napiszę, bo żadne słowa nie są w stanie oddać smutku, który czuję w głebi duszy... Odszedł Wielki Artysta. Pusćcie sobie dzis "Korowód" w szalonej wersji z drugiej płyty... [']&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-116046696783669323?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/116046696783669323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=116046696783669323' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116046696783669323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/116046696783669323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/10/odszed-poeta.html' title='Odszedł Poeta...'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115986598133521190</id><published>2006-10-03T10:21:00.001+02:00</published><updated>2006-10-03T11:09:08.060+02:00</updated><title type='text'>Stara Ryba daje radę</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;OK więc. Kolejny koncert Fisha (jak sobie podliczyłem - czwarty), za mną. Ale ten wczorajszy dostarczył mi wzruszeń, jak rzadko który - przecież tym razem Rybson przyjechał do Polski z koncertami jubileuszowymi, z okazji 20-lecia "Misplaced Childhood". I wykonał z zespołem cały ten album w drugiej częsci występu. No, ale od ad remu może.&lt;br /&gt;Miałem szczery zamiar się wczoraj spóźnić. Przyczyna była prosta - support. Quidam to była dla mnie nazwa magiczna. Kiedys. Obecnie to smutne popłuczyny po niegdysiejszej chwale, w dodatku z absolutnie beznadziejnym wokalistą. Niestety udało mi się przyjsć na tyle wczesnie, żeby usłyszeć, jak ten, pozal się Boże, wokalista beczy "Nights in white satin". Chuj mu za to "wykonanie" w dupę. Z kotwicą. Człowiek powinien znać swoje ograniczenia. I już ciszej nad tą trumną.&lt;br /&gt;Piwo. Wypić. Pod scenę. Gasnie swiatło i wychodzą. A ja pamiętam, jak Frank Usher miał jeszcze włosy! Na głowie :) Teraz to taki fajny łysawy dziadek. Ale na gitarze wciąż wymiata. A sam Fish... No cóż, owacja od wejscia. Nic dziwnego, facet ma u nas ogromny kredyt zaufania i chyba nawet ostatnie, słabiutkie przecież, płyty tego nie nadszarpnęły. Zaczęli od "Faith Healer" Alexa Harveya a potem na zmianę stare kawałki i nowe kawałki z solowej kariery Ryby. Nie było "Vigila", nie było "The Company" - trudno. Było wspaniałe, rozbudowane wykonanie "Credo" na koniec pierwszej częsci koncertu. My, publicznosć, spiewalismy "Credo! Credo! Credo! Credo!", a muzycy jeden po drugim odkładali instrumenty i schodzili ze sceny (ktos zasmiał się, że sciągnęli od Riverside patent). Aż w końcu zeszli wszyscy, a my wciąż spiewalismy refren. A potem gorąca owacja. I nawoływanie Fisha. I nagle...&lt;br /&gt;Hmm, zastanawiam się, jakby zareagował Giacomo Rossini gdyby zobaczył, jak ludzie reagują na jego "Srokę Złodziejkę". No, ale dla fanów Marillion to jest utwór kultowy, bez dwóch zdań. Bo gdy wybrzmiał, syntezatory rozpoczęły ten znany od 20 lat motyw. Fish stanął przy mikrofonie i zaspiewał te kilka pierwszych słów &lt;em&gt;"Huddled in the safety of a pseudo silk kimono wearing bracelets of smoke / Naked of understanding&lt;/em&gt;"...&lt;br /&gt;Ja jestem za młody, by mieć szczęscie i widzieć ich na żywo w 1987 roku, gdy Marillion przyjechał do nas po raz pierwszy na te kilka koncertów. Znam te koncerty z bootlegów. Z opowiesci. I wierzę na słowo, że atmosfera była elektryzujaca. Wierzę, że wczorajszy koncert był tej atmosferze...bliski.&lt;br /&gt;CAŁE "Misplaced..." na żywo. Marzenie sciętej głowy stało się elektryzującym faktem. Nic, że Fish to już nie ten głos (alkohol...). Nic, że instrumentalisci tylko raczej odtwarzają i daleko im do Rothery'ego i Kelly'ego. Liczy się magia tej suity. Magia, która zadziałała.&lt;br /&gt;Wspólnie wyspiewane "Kayleigh" i "Lavender". Niesamowite "Bitter Suite" i "Blind Curve". Szał przy "Heart Of Lothian" i "Childhood's End?". Szczytowe dokonanie Marillion nie zestarzało się ani na nutę. Magia działa i ma się dobrze. A po wybrzmieniu ostatnich nut "White Feather". Długo się darlismy w ekstazie i bilismy brawo dziękując za emocje.&lt;br /&gt;I bisy. Wychodzą. Fish zabawia nas jedną z licznych tego wieczora opowiesci. O tym, że Polak - Szkot, dwa bratanki. O tym co nas łączy i o tym, że niewiele nas tak naprawdę dzieli. I startują z połączonymi "Incommunicado" i "Market Square Heroes". Szaleństwo, wspólne spiewy, klaszczemy, gdy nam każe, przestajemy, gdy przykłada palec do ust. Rządzi tłumem niepodzielnie. Tak, Fish może mieć już zniszczony głos, ale charyzmą mógłby wciąż obdzielić legion współczesnych "gwiazd".&lt;br /&gt;Ostatni bis... No niby wiedziałem. Niby ludzie tego się od początku dopominali. Ale jednak... Znów dłuższa przemowa Ryby. O Piotrze Kaczkowskim, który pojawił się na galeryjce. O Bushu i Blairze, którzy doprowadzili swiat do progu, za którym czai się zagłada. "&lt;em&gt;Napisałem ten numer w metrze, w drodze do klubu Marquee na Soho. To był rok 1982, nasz pierwszy koncert w Londynie. Napisałem cos, co było bardzo aktualne w wymowie wtedy, ale okazuje się, że ten numer nie stracił nic na aktualnosci obecnie&lt;/em&gt;". Gorzka konkluzja, ale prawdziwa. "Fugazi"! Prawdziwie wielki finał, znów wspólnie spiewamy finałowe wersy. Długie owacje. Fish wyraźnie wzruszony reakcją publicznosci. Ale on wie. On czuje, że jest tu kochany, że zawsze może liczyc na pełne sale i szaleństwo publicznosci. I już zapowiedział, że przyjedzie z koncertami w przyszłym roku. Chyba się wybiorę, bo nawet jesli skoncentruje się na swoim solowym repertuarze, na nowszych numerach... To atmosfera na koncertach Fisha zawsze jest absolutnie wspaniała. Zawsze. Bez wyjątku.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115986598133521190?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115986598133521190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115986598133521190' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115986598133521190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115986598133521190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/10/stara-ryba-daje-rad_03.html' title='Stara Ryba daje radę'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115977954881875792</id><published>2006-10-02T10:17:00.000+02:00</published><updated>2006-10-02T11:14:44.126+02:00</updated><title type='text'>Jak Ryba w "Stodole"</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Dzis idę do "Stodoły" oglądać Rybę. I to nie byle jaką, ale szkocką. Dwumetrową. Od wody wolącą szkocką albo "ziubrovkę". Łysą, niedogoloną, dysponującą Głosem.&lt;br /&gt;Tak, mam na mysli Dereka Williama Dicka aka Fisha, byłego wokalistę Marillion. Kurczę, facet odszedł z zespołu prawie 20 lat temu. Od tego czasu kontynuuje solową karierę. W Marillion był frontmanem przez 8 lat. A marillionowa przeszłosć wlecze się za nim, jak smród za bezdomnym. Inna sprawa, że Fish nie zrobił aż tak wiele, żeby się od swojej przeszłosci uwolnić. Na koncertach wykonuje numery swojej byłej grupy, nagrywa czasami nowe wersje marillionowych klasyków... A na obecnej trasie swiętuje 20-lecie ukazania się największego osiągnięcia Marillion - "Misplaced Childhood". W sumie nie spodziewam się po tym koncercie cudów, Fish już od dawna ma problemy z głosem (spowodowane, co tu kryć, chlaniem), muzycy, których zgromadził, raczej tylko odtworzą to, co kiedys zaproponowali panowie Rothery, Kelly, Trewavas i Mosley, niż pokuszą się o jakąs własną interpretację. Ale jak znam życie, wzruszeń będzie co nie miara - wszak jestem z pokolenia, które było ciutkę za młode, by mieć okazję zobaczyć FishMarillion na żywo, gdy przyjechali do nas na serię koncertów i jedynie z bootlegów znam gorącą atmosferę, która panowała na ówczesnych koncertach grupy. Namiastka więc. Erzac. A chrzanić. Widziałem Fisha na żywo już cztery czy pięć razy i zawsze były to koncerty kapitalne pod względem atmosfery. Wykonawczo mogło być tak sobie, ale atmosferę Ryba potrafi wykreować tak wspaniałą, jak mało kto. Pewnie będzie jak zwykle dużo gadał na różne tematy w przerwach między kolejnymi utworami. Pewnie znów będzie pił żubrówkę z kubka albo bezposrednio z gwinta. Pewnie znów będzie szalony taniec przy "The Company" (i będzie Ryba w szkocką kratę). I będą łzy w oczach, gdy zaintonują "Pseudo Silk Kimono", które płynnie przejdzie w "Kayleigh", która płynnie przejdzie w "Lavender"... I tak się to potoczy. I trzeba będzie wyjsć w noc, dotelepać się do domu. Nucąc "Do you remember / chalk hearts melting on the playground wall".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115977954881875792?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115977954881875792/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115977954881875792' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115977954881875792'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115977954881875792'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/10/jak-ryba-w-stodole.html' title='Jak Ryba w &quot;Stodole&quot;'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115926248370276884</id><published>2006-09-26T10:32:00.000+02:00</published><updated>2006-09-28T17:39:13.263+02:00</updated><title type='text'>Bez zbędnych sentymentów</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;No i koncert Duran Duran za nami. "...kto nie był, ten trąba" - ze zacytuję klasyka. Podobno TV pokazywała jakies fragmenty, ale koncert to koncert - tu trzeba było być przed sceną, zedrzeć gardło, wyskakać się i wytańczyć.&lt;br /&gt;Fajnie jest isc na koncert, o którym wie się po prostu, że będzie udany. Ale - DD mają prawie trzydziesci lat za sobą i przebojów tyle, że mogliby obdzielić sporą grupę zespołów i jeszcze by wystarczyło. A zaczęli od... No nie, napięcie trzeba stopniować :) Zaczniemy od tzw. ad remu.&lt;br /&gt;Dotelepałem się na Służewiec akurat w momencie, gdy Myslowitz zastanawiali się "Mieć czy być?". Półtorej piosenki później byłem już w bezposredniej bliskosci sceny. Fajnie - widzieć Myslowitz drugi raz w przeciągu kwartału - poprzedni raz na Open'erze. I znów to był fajny koncert z jednej zasadniczej przyczyny. Myslowitz grają zasadniczo piosenki. Ale swój set kończą długasną improwizacją. W sobotę zabrzmieli fenomenalnie - zabrzmieli hawkwindowo! Transowe gitary i rytm w tle a na czele absolutnie odjechane gwizdy, szumy, piski i jazgoty generowane przez syntezatory. Szkoda, że jeszcze było słońce, w nocy taka jazda zapewniłaby publicznosci daaaaaaleki odlot. W dodatku te startujące co kilka minut samoloty - taki dodatkowy smaczek. Nawet rozjazgotana wersja "Peggy Brown" na bis zabrzmiała przy tym lajcikowo.&lt;br /&gt;A o 20, poprzedzeni w zamierzeniu dowcipnymi zapowiedziami niejakiego Prokopa Marcina, pojawili się główni wykonawcy tego wieczoru. W prawie oryginalnym składzie - tylko chorego Andy'ego Taylora zastąpił gitarzysta sesyjny - ale spisał się na medal. Symfoniczne intro, "Dobri wjeciur!" i wystartowali.&lt;br /&gt;Aaaaaa!! Zaczęli od "Hungry Like The Wolf"!! Mojej ulubionej piosenki z mojej ulubionej płyty Duran Duran!! Tańczę, klaszczę, spiewam razem z Simonem LeBonem zwrotki i refren, czuję, jak migdałki mi puchną, ale co tam. Jedziemy dalej!&lt;br /&gt;Refleksja - dobrze się panowie trzymają. Zwłaszcza Simon, który na scenie tańczy, wdzięczy się do panienek pod sceną (a panienki wciąż piszczą na widok Simona!), znakomicie spiewa i ogólnie spisuje się jako frontman wybornie. Wystarczy kilka słów po polsku, gest, zakołysanie biodrami - publicznosć kupiona.&lt;br /&gt;Nie było to-tamto, walili przebój za przebojem. Ja zdarłem gardło niemal na amen, koło mnie szalała grupa Włochów, którzy znali każdą z piosenek na pamięć. Ba - znali nawet dokładną setlistę, dzięki temu z wyprzedzeniem wiedziałem, co zespół zagra. W sumie - sympatyczne :) No i były fajne smaczki. Jak wtedy, gdy na scenie został sam Nick Rhodes i poszalał na klawiszach. A potem pojawił się Simon i rozpoczęli "Chauffeur" - dla mnie bardzo przyjemne zaskoczenie, przecież to nie był wielki hit. Fajnie wykonali "A View To A Kill" - najpopularniejszy w historii temat bondowski. A najfajniejszym momentem wieczoru było wydłużone "Notorious", ze wspólnymi spiewami z publicznoscią i fragmentem "I Want To Take You Higher" Sly &amp;amp; The Family Stone wplecionym w srodek. Ja miałem jeszcze swój kolejny moment radosci, gdy zaczęli "Save A Prayer"... No uwielbiam ten numer i już. A całosć zakończyli oczywiscie ognistym wykonaniem "Rio" na bis. Dwie bite godziny koncert minęło błyskawicznie. Potem jeszcze pokaz sztucznych ogni i...do domu. Zachrypnięty, spocony, szczęsliwy. Widziałem Duran Duran na żywo. Spiewałem z nimi przeboje, które towarzyszyły mi "od zawsze". Jestem naprawdę szczęsliwym facetem :))&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115926248370276884?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115926248370276884/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115926248370276884' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115926248370276884'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115926248370276884'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/09/bez-zbdnych-sentymentw.html' title='Bez zbędnych sentymentów'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115901461783751495</id><published>2006-09-23T14:29:00.000+02:00</published><updated>2006-10-02T11:16:16.250+02:00</updated><title type='text'>Boz Burrell 1946-2006 [']</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/boz%20burrell.0.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/200/boz%20burrell.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/boz%20burrell.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zawsze smutkiem napawają mnie takie informacje... W czwartek w swoim domu w Hiszpanii zmarł nagle Boz Burrell, basista i wokalista znany przede wszystkim z King Crimson i Bad Company.&lt;br /&gt;Swiatu objawił się jako po prostu Boz, freak w wełnianej czapeczce robiący dziwne rzeczy na scenie podczas koncertów King Crimson, do którego trafił w 1971 roku, z którym nagrał jedną, wspaniałą płytę ("Islands") i w którym wytrzymał niespełna rok, zostawiajac Frippa w roku 1972. Zaczynał karierę jako wokalista, do basu przyuczył go sam Robert Fripp, zniechęcony poszukiwaniami odpowiedniego muzyka. Swieżo upieczony bassman spisywał się dobrze, ba - Burrell na tyle wczuł się w swoją nową rolę, że basistą pozostał do samego końca.&lt;br /&gt;Po odejsciu z Krimzo Burrell został współzałożycielem supergrupy Bad Company (w składzie znaleźli się też Mick Ralphs z Mott The Hopple oraz Simon Kirke i Paul Rodgers z Free), która osiągnęła ogromny sukses komercyjny, grając w sumie prostego, ale radosnego i bezpretensjonalnego hardrocka. Z Bad Company Burrell grał do 1983 roku, potem kilkakrotnie wracał do składu (ostatni raz pod koniec lat 90 na krótka reaktywację oryginalnego składu grupy). Jako muzyk sesyjny współpracował też m.in. z Jonem Lordem i Alvinem Lee. W ostatnich latach zajmował się projektami solowymi oraz współpracą z wokalistką Tam White.&lt;br /&gt;Boz Burrell skończył 1 sierpnia 60 lat.&lt;br /&gt;Puszczę sobie dzis "Islands". Taki mój mały trybut dla tego faceta...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115901461783751495?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115901461783751495/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115901461783751495' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115901461783751495'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115901461783751495'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/09/boz-burrell-1946-2006.html' title='Boz Burrell 1946-2006 [&apos;]'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115900921431532826</id><published>2006-09-23T12:56:00.000+02:00</published><updated>2006-09-28T17:35:59.236+02:00</updated><title type='text'>Wołali na nią Rio</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/duran.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/200/duran.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze co się rzuca w oczy, to absolutnie zajebista, pop-artem zalatująca okładka. Potem daje po oczach zdjęcie zespołu w srodku - pomijam fakt, że chłopaki wygladają, jak wyjęci z żurnala. Ale te makijaże, tapiry... prawdziwy orgazm dla miłosnika kiczu. Panie i panowie - Duran Duran z płytą "Rio". Jednym z najlepszych osiągnięć plastikowego poprocka lat 80.&lt;br /&gt;Przyznam bez wstydu, że lubię i ten album i ten zespół. Nie mieli chłopaki ambicji zmieniać swiata - chcieli tylko grać swoja muzę i wyhaczyć tyle lasek, ile się da. No dobra, ok, założenia mieli może ambitne. Ale nie można przy nich trwać, gdy nazwę pożycza się z komiksu "Barbarella", prawda? Dlatego Duran Duran najpierw zajęli swoje miejsce w gronie gwiazd nurtu New Romantic, a potem - w gronie gwiazd w ogóle. Krokiem w gwiazgy był dla nich drugi album - "Rio".&lt;br /&gt;W porównaniu do debiutu słychać tu, że panowie popracowali nad kompozycjami i produkcją. Zwłaszcza nad produkcją, dzięki temu płyta po 24 latach nie brzmi tandetnie, tylko soczyscie i swieżo. Tak, tak - swieżo. I jesli ktos ceni sobie pop unurzany w funky, podlany rockiem i doprawiony celowo przerysowanymi tekstami - to jest cos w kategoriach "must have".&lt;br /&gt;Są tu trzy megahity zespołu. Od pierwszego z nich album się w ogóle zaczyna - "Rio" to pędząca do przodu kompozycja porywająca rytmem i wpadającym w ucho refrenem. I z obowiązkowym tekstem o dziewczynie z imieniem jak w tytule tańczącej na parkiecie. I z solóweczką saksofonu tak stylową, że aż włoski na karku stają dęba. A kilka numerów dalej - "Hungry Like A Wolf". O tym, że "dopadnę cię, mała, bo jestem głodny jak wilk". Wysmienita porcja funky wprost zapraszająca do tańca. Chyba mój ulubiony przebój DD w ogóle. Albo jeden z dwóch ulubionych - tym drugim jest przedostatni na płycie "Save A Prayer". Reminiscencja New Romantic. Wspaniała ballada z rozlewającymi się klawiszami, charakterystycznym głosem Simona Le Bona, z odpowiednio "udramatyzowanym" tekstem, choć, na mój gust... Facet podrywa pannę, idą na całosć i on rozwiewa jej rozterki moralne tekstem "nie módl się za mnie teraz, modlitwy zachowaj na jutrzejszy poranek". Piękne :)&lt;br /&gt;Ale to nie jest tak, że trzy hity i szesć zapychaczy miejsca. Bo i "Lonely In Your Nightmare" i "Hold Back The Rain" i "New Religion" to kolejne potencjalne hity. W dodatku płyta kończy się czyms tak cudownie intrygujacym, jak "Chauffeur". Datowane toto jest na 1978 rok i... no cóż. Inspiracje Kraftwerk były jedną z głównych sił napędowych Duran Duran. W tym kawałku słychać to doskonale - mechaniczny rytm, jakby repetytywna melodyjka. Siła prostoty po prostu. I wspaniałe zakończenie wspaniałej płyty.&lt;br /&gt;Remaster, który posiadam, wzbogacony jest o trzy teledyski - do przebojów wymienionych już przeze mnie. Są bardzo... bondowskie. I dekadenckie. Ale przede wszystkim bondowskie. I nie dziwię się, że już pare lat później Duran Duran zaspiewali "Meeting you, with a View To A Kill" :) Mało który wykonawca pasował do bondsongu bardziej.&lt;br /&gt;A dlaczego Duran Duran dzis własnie? No cóż... Bilet na koncert na Służewcu zdobyty. I dzis wieczorem zaspiewam z nimi "Don't save a prayer for me, no...". I będzie cudownie dekadencko. Relacja w swoim czasie :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115900921431532826?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115900921431532826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115900921431532826' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115900921431532826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115900921431532826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/09/woali-na-ni-rio.html' title='Wołali na nią Rio'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115859527904422831</id><published>2006-09-18T17:40:00.000+02:00</published><updated>2006-09-28T17:34:52.493+02:00</updated><title type='text'>Up the Irons!</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/maiden.3.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/200/maiden.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/maiden.2.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jesli dwa-trzy lata temu ktos powiedziałby mi, że Iron Maiden nagrają jeszcze płytę, która spokojnie będzie w stanie powalczyć o miano jednej z najlepszych w ich dorobku to, przy całym szacunku dla dokonań Dziewicy, bym takiego kogos wysmiał. Zwłaszcza po "Dance of Death", który to album był, oglednie rzecz ujmując, niezbyt udany. Dlatego po najnowsze dokonanie Maiden, "A Matter of Life And Death", sięgnąłem z, cytujac klasyka, pewna dozą niesmiałosci. I mnie, że się tak wyrażę, &lt;em&gt;zdmuchło&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Początek nie zwiastuje jakichs rewolucji - "Different Worlds" to typowe maidenowskie patataj i jest to zdecydowanie taki sobie numer. Potem okaże się, że najsłabszy na całej płycie. Najsłabszy - bo najbardziej dla Maiden...typowy.&lt;br /&gt;Ci faceci mają trochę ponad 50 lat. Trzydziestoletni staż w biznesie. Człowiek ma od nich prawo oczekiwać emeryturki i odcinania kuponów, jak to ma miejsce w wypadku nakomitej większosci niegdysiejszych tuzów. A tu panowie wykopcili takie numery, że to wyrywa z kapci pod każdym względem. Tak bardzo rozkombinowanego albumu panowie nie nagrali może nawet nigdy. Zawsze na ich płytach trafiał sie numer dłuższy, rozbudowany. Tu jest cała taka płyta!! Mało który numer schodzi poniżej 6 minut, trzy ostatnie trwają po ponad 7, 8 i 9 minut!! I nie ma tu ani sekundy nudy, nie ma dłużyzn, wszystko jest na miejscu i wszystko żre... Poza oczywiscie tym nieszczęsnym openerem, ale i bez niego najnowsze dzieło Maiden trwa dobrze pod 70 minut.&lt;br /&gt;Jestem cholernie ciekaw, jak te kawałki wypadną na żywo. Jest tu masakrycznie dużo kombinowania. Są arcyciekawe i niespotykane wczesniej u Maiden brzmienia - riffy jak u Rush, ostre traktowanie nieprzesterowanej gitary - Page się kłania. Współbrzmienie gitar jak u Wishbone Ash... Smaczki, smaczki, smaczki. W studiu wyszło cacko, jesli odtworzą to na żywo, to bedę ich uwielbiał bardziej, niż obecnie.&lt;br /&gt;Fajnie bedzie popatrzeć na reakcje starych fanów IM. Mało który utwór z najnowszej płyty nadaje się do ryków chóralnych. Większosć wymaga skupienia, wyciszenia - wymagajace to bedzie od tych, którzy przyszli li tylko pospiewać. Pociesza mnie to, że Maideni od zawsze byli wymagajacy od swojej publicznosci, więc i taki eksperyment powinien sie udać. W każdym razie - Up The Irons! Czekamy na wasze koncerty w Polsce!!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115859527904422831?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115859527904422831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115859527904422831' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115859527904422831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115859527904422831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/09/up-irons_18.html' title='Up the Irons!'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115745180493467960</id><published>2006-09-05T12:00:00.000+02:00</published><updated>2006-09-28T17:33:52.003+02:00</updated><title type='text'>Stary czowiek, a może</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Sir Elton John zgodnie z oczekiwaniami porwał festiwalową publicznosć w Sopocie. Nic dziwnego, jesli ma się za sobą blisko 40 lat owocnej kariery i ilosć przebojów liczoną w dziesiatkach jesli nie w setkach. Niesamowite było oglądać tego blisko 60-letniego geja, który energią i charyzmą mógłby obdzielić legion współczesnych "gwiazdek" popu i rocka i jeszcze by mu sporo zostało. Wyszedł, zagrał z zespołem około stuminutowy koncert, podziękował i poleciał do domu. Gdyby grał trzy razy dłużej, może udałoby mu się zagrać większosć swoich hitów - bo wciąż nie wszystkie. Wielka gwiazda i tyle. Szkoda tylko, że publicznosć trochę do tego koncertu nie dorosła - widać było, że eltonowe przeboje zna mniej niż więcej, a szczytem było "Crockodile Rock". Zespół robi pauzę i normalnie publika zaczyna spiewać "laaaaa lalalala laaaaaa" czyli refren. Ale nie publicznosć sopocka - ta wyje, wrzeszczy, gwiżdze i klaszcze. Elton pewnie nie takie rzeczy przeżył, ale minę przez chwilę miał cokolwiek dziwną. No i umówmy się - wstawianie w każdy większy koncert Lecha Wałęsy powinno być karane smiercią lub kalectwem. Ale to były drobiazgi, które nie zdołały odebrać mi przyjemnosci oglądania na żywo (no dobrze - via TVN) legendy, wykonawcy, który czarno na białym udowodnił, że mimo wieku i tzw. przejsć potrafi dać czadu i porwać każdą publicznosć. Chciałoby się zawołać - więcej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w kwestii wykonawców "wiekowych" - jesli nie mieliscie okazji zapoznać się z nowym albumem Iron Maiden, to zróbcie to natychmiast, bo tracicie kawał naprawdę swietnej muzyki. I omija was najlepsza płyta Dziewicy od czasów "7th Son Of the 7th Son" czyli od lat -nastu. Serio serio. Szerzej napiszę przy następnej okazji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Z przyczyn tzw. zawirowań osobistych nie mogę obecnie aktualizować bloga tak często, jak bym sobie tego życzył. Proszę o cierpliwosć i wyrozumiałosć :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115745180493467960?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115745180493467960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115745180493467960' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115745180493467960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115745180493467960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/09/stary-czowiek-moe_05.html' title='Stary czowiek, a może'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115645295421188324</id><published>2006-08-24T22:53:00.000+02:00</published><updated>2006-09-28T17:33:14.616+02:00</updated><title type='text'>Aaa, niespodziewanka!</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/gnarls.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/200/gnarls.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tym razem kilka słów na temat czegos swieżego, a nie szacownych klasyków - mały przerywnik, a przy okazji zachęta do sięgnięcia po cos, co odkryłem ledwie parę tygodni temu. Warto, choć to dosć dziwaczny, nazwijmy to, stuff.&lt;br /&gt;Zespół nazywa się Gnarls Barkley. Jesli oglądasz MTV, Vivę czy inne wynalazki, może udało ci się trafić na klip "Crazy". Mnie się udało, gdy któregos dnia zapowałem sobie - przykuł wzrok, a po chwili także i ucho. Niby nic takiego - downtempo mocno soulowej proweniencji, ale miało klimacik. Niedługo potem trafiłem na inny klip, w którym Dennis Hopper i Harry Dean Stanton udawali historyków muzycznych, a Gnarls Barkley udawali, że grali z Duke'em Ellingtonem, Lou Reedem, na Woodstock, w Altamont, że Warhol im portret namalował, że współtworzyli kulturę hip-hop... Pod względem technicznym to fenomenalne wideo. Niby już "Forrest Glemp" udowodnił, że można wstawić Toma Hanksa obok JFK i wyglada to wiarygodnie, ale tego typu numer wciąż mnie kładzie na łopatki. Zwłaszcza, gdy wykonanie jest równie zabawne, jak w wypadku teledysku "Smiley Faces". Polecam przeszperanie YouTube - poza milionem wersji "Crazy" jest również i to dziełko. Oraz nascie fragmentów z różnych koncertów czy innych Top Of The Pops udowadniających, że Gnarls Barkley potrafią równie fajnie wypadać na żywca, jak na płycie.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;A własnie - płyta. Płyta nazywa się "St. Elsewhere" i jest bardzo smakowitym misz-maszem w sumie oklepanych grepsów z muzyki pop - ale cholera, jak to wszystko jest połączone. Jest tu i gospel w wersji techno, jest sporo soulu (głównie w warstwie wokalnej), jest trochę rapu, rocka, r'n'b, funky, hip-hopu, electro, house'u, kabaretu... Mieszanina piorunująca i nie ma bata - noga sama przy tym chodzi, a 3/4 płyty to murowane single, które mogą całkiem przyjemnie namieszać. Jasne, że do oryginalnosci Gnarls Barkley daleko, ale jak przyjemnie się tego słucha...wszędzie. Słuchałem ich w metrze, w drodze do i z pracy, w pracy, w domu - wszędzie dają radę. A oprócz muzyki, która daje kupę radochy, jest też warstwa tekstowa, która zaskakuje in plus, pod uwagę, że to muzyka w zasadzie pop. Czuć, że ten duet to Anglicy, przebija tam wyraźnie to specyficzne poczucie humoru, zwłaszcza w "Boogie Monsters", który brzmi, jakby był wyjęty z jakiejs parodii horroru. Przepyszna muzyka - oczywiscie nie dla rockowych ortodoksów, ale jesli ktos nie boi się dobrego, smacznego popu - powinien piac z zachwytu. Rzadko kiedy można nacieszyć uszy albumem, który odpręży, rozbawi, nakręci - a po przesłuchaniu którego zostanie w głowie sporo melodii, które nie będą chciały długo z niej wyjsć.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115645295421188324?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115645295421188324/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115645295421188324' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115645295421188324'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115645295421188324'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/08/aaa-niespodziewanka.html' title='Aaa, niespodziewanka!'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115628339313601545</id><published>2006-08-22T23:15:00.000+02:00</published><updated>2006-09-28T17:29:19.883+02:00</updated><title type='text'>Wrzesień miesiącem odswieżania</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Wrzesień zapowiada się przyjemnie. I nie mam tu na mysli tylko tego, że podobno ma być znów ciepło, a w porywach nawet upalnie. Zespołu mojej młodosci zawitają w nasze skromne progi. Furda, że w większosci wypadków to już musztarda po obiedzie - liczy się fakt, sentyment i emocje które, mam takie niejasne wrażenie, będą całkiem spore. W sumie to już w ten weekend bedzie taki przedsmaczek - przecież gwiazdą pierwszej wielkosci Sopot Festivalu 2006 będzie Elton John, a w ramach odgrzewania kotletów z przeszłosci zagraja i zaspiewają m.in. Helena Vondrackova, Drupi i Demis Roussos - podejrzewam, że atmosfera w Operze Lesnej będzie gęsta, a oczy pań pełne łez. Gudbaj, maj law, guuuudbaj... W sumie nawet chyba sobie XXXXL-Demisa włączę i posłucham - wszak to był zawsze potężny kawał głosu, tylko los rzucił go w muzykę cokolwiek posledniego sortu. I pomysleć, że tenże facet, do spółki z niejakim Evangeliosem Papathanasiou (aka Vangelisem) nagrał na samym początku lat 70 jeden z najbardziej odważnych i wstrząsających albumów w muzyce rockowej - mam tu na mysli "666" grupy Aphrodite's Child. OK, Roussos brał udział nie we wszystkich nagraniach i zdezerterował z grupy, a płytę dokończono tylko dzięki samozaparciu Vangelisa. Ale liczą sie fakty, a te są takie, że na płycie, w dziale "za udział wzięli" stoi jak wół "Demis Roussos - vocal, bass". Tyle, że potężnego spiewaka ciągnęło do muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej i uległ ciągotom, na swoją zgubę - bo po kilku przebojach słuch o nim zaginął. I chyba tylko w Polsce był przez lata legendą. A raczej nie on, a jego koncert z końcówki lat 70 (zresztą to były fajne czasy w Sopotfescie - równie legendarny występ Boney M, Gary Brooker grający z festiwalową orkiestrą przeboje Procol Harum, poza Sopotem kultowy występ Abby w "Studiu 2"...), wspominany przez lata. Teraz będzie okazja odswieżyć wspomnienia, albo skonfrontować mamine i babcine opowiesci z rzeczywistym stanem legendy. Może być ciekawie, a na pewno bedzie nostalgicznie i całkiem zabawnie, zwłaszcza jesli Roussos będzie strzelał swoje firmowe kokiety w stronę obecnych na widowni podstarzałych wielbicielek. Bo że ciekawy, profesjonalny i elektryzujący koncert da sir Elton John - tu nie mam żadnych wątpliwosci, to jest klasa galaktyczna, po tylu latach na scenie nie daje się plamy. Oby tylko jakis tvnowski geniusz nie wpadł na pomysł, żeby gwiazdy spiewały z playbacku...&lt;br /&gt;No dobra, ja tu skrobu skrobu, a czemu wrzesień? W sumie z trzech powodów. Po pierwsze 9 i 10 wrzesnia na warszawskim Służewcu odbędzie się festiwal "Summer Of Music". I o ile dzień pierwszy jest z mojego punktu widzenia interesujący inaczej (Daft Punk, Peaches i różne klubowe umcy umcy), o tyle dzień drugi... No tu, proszę państwa, to już zupełnie inna spiewka. Będzie kilka zespołów krajowych (m.in. Komety i bardzo ciekawy projekt Miloopa), ale najważniejsze to grupy zagraniczne. I tu zaczyna się jazda, bo zagrają dla nas : Mercury Rev, Stereo MC's, Ian Brown i PET SHOP BOYS. Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu! Pies drapał Mercury Rev, chociaż w moich czasach licealnych byli kims. Stereo MC's...well...gdyby to był rok 199..którystam, gdyby własnie wydali "Connected"... ale niech mnie, i tak będzie fajnie. Takie dźwięki i takie rytmu umarłego by zmusiły do tańca. Ian Brown... że kto? Noż kurna - to facet, który w 1989 powiódł Wielką Brytanię ku Drugiemu Latu Miłosci! Ze Stone Roses! &lt;em&gt;Kiss me, where the sun don't shine / the past is yours but rest is mine / you're all out of time&lt;/em&gt; - tak sobie wtedy spiewał. I jeszcze : &lt;em&gt;don't have to sell my soul - it's already in me / I wanna be adored!&lt;/em&gt; A co będzie się chłopak rozdrabniał, nie? :) Cholera, The Stone Roses to był cudowny zespół, ale szybciutko się posypał. No nic, Ian Brown solo też interesujące rzeczy tworzy i mam szczerą nadzieję, że cos z repertuaru macierzystej grupy zaspiewa. Cokolwiek :)&lt;br /&gt;No a na finał - Pet Shop Boys. I znów - najlepsze czasy mają chłopaki za sobą. I to tak dobrze z dziesięć lat za sobą. Wydali niedawno niezłą płytę. Ale to jest nieistotne - liczy się tylko to, że przyjadą i zagrają "It's a sin", "West End Girls", "Heart", "Opportunities" i moje ukochane "Rent". Pewnie w nowoczesniejszych wersjach. Pewnie przeplatane nowymi kawałkami. Ale to będzie koncert Pet Shop Boys - mojego ukochanego zespołu z wczesnonastoletnich lat. W dodatku to jedyny z syntezatorowych duetów lat 80, które przetrwały do dzisiejszych czasów w stanie nienaruszonym. Czyli taka jakby legenda, nie? Być trzeba.&lt;br /&gt;Na sam koniec wrzesnia - 28 dokładnie, zagra i zaspiewa w Warszawie Nick Cave. I to dokładnie dwa biurowce miejca, w którym raczę się spełniać zawodowo. Niby JaskiNicka już na żywca widziałem, ale kusi mnie znów. Bo jego występy to niesamowity klimat - mimo, że najlepsze lata ten pan też już ma za sobą. Ale gdy raz stało sie w tłumie, wyciągało prawicę i krzyczało refren "Red Right Hand", to chce się to powtórzyć raz jeszcze.&lt;br /&gt;Ale najlepsze na koniec. Niespełna tydzień przed panem Cave, 23 wrzesnia, na warszawskim Służewcu zagrają Duran Duran. Co z jednej strony mnie cieszy, ale z drugiej strony martwi, bo to będzie tzw. event, mianowicie będzie tak : darmowe wejsciówki będą miały dzieci Neostrady i użyszkodnicy jakiegos TePsowego pakietu czy innej platformy. Innymi słowy będzie jak rok temu na Stingu - sto tysięcy widzów, z tego 95 tysięcy zupełnie przypadkowych. Aha - ja, jako nieneostradowiec, będę musiał na bilet polować na allegro albo liczyć na koniki (niby na Służewcu najłatwiej). I nawet jak uda mi się bilet zdobyć, to pewnie znów ugrzęznę 30 metrów od sceny - akurat, żeby dobrze słyszeć i nieźle widzieć scenę, mając za sąsiadów dresiarzy i młodą polską kadrę kierowniczą gadającą przez komórki, jarającą potwornie smierdzące pety i głosno komentującą, jak bardzo im się koncert nie podoba. A, pieprzyć. I tak stanę na uszach, żeby wejsciówkę zdobyć. Możliwosć usłyszenia na żywo Simona Le Bona intonujacego "&lt;em&gt;Don't say your prayer for me, no / Save it for the morning after"&lt;/em&gt; warta zniesienia dosłownie każdej niedogodnosci, nawet jesli z "Rio" nie zagrają wiele więcej (pesymista ze mnie, mimo iż wiem, że grają wszystkie przeboje z "Rio" i jeszcze "Chauffeur" na dokładkę). &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115628339313601545?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115628339313601545/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115628339313601545' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115628339313601545'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115628339313601545'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/08/wrzesie-miesicem-odswieania.html' title='Wrzesień miesiącem odswieżania'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115619183258503984</id><published>2006-08-21T22:21:00.000+02:00</published><updated>2006-09-28T17:42:22.403+02:00</updated><title type='text'>Żółty błazen trąca struny</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/IntheCourtoftheCrimsonKing.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/200/IntheCourtoftheCrimsonKing.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Gdy ukazała się w październiku roku 1969, wywołała ogólny szok. Miarą wstrząsu, jakim była dla swiata muzyki niech bedzie wypowiedź Pete'a Townshenda, lidera The Who : "To niespotykane arcydzieło". Ta jedna płyta, na której okładce nie było nawet nazwy zespołu, spowodowała przewartosciowanie muzyki rockowej, traktowanej dotąd jak cos niedojrzałego, wręcz dziecinnego, co tylko od czasu do czasu miało "poważniejsze" wyskoki. Od października 1969 rock stał się przedmiotem analiz i okazał się czyms więcej, niż tylko sezonową rozrywką małolatów z gitarami. Stał się formą sztuki.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Płyta, której poswięciłem tak podniosły wstęp własnie takiej introdukcji potrzebowała. Panie i panowie - King Crimson "In The Court Of The Crimson King (an observation by King Crimson)".&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;To niesamowite, ale mimo upływu 37 lat ten album prawie się nie zestarzał. I wciąż robi niezwykłe wrażenie na słuchaczach, ba - dla sporej częsci jest wciąż za trudny, zbyt zawiły, zbyt niezrozumiały. Oni wybierają Robbie Williamsa :) A "In The Court..." miało szczęscie ukazać się w szczęsliwych czasach, dzięki czemu 45-minutowa płyta zawierająca zaledwie pięć kompozycji mogła osiągnąć status dużego przeboju i dotrzeć do milionów słuchaczy. Dzis pewnie nikt by jej nie wydał i biedny Robert Fripp musiałby zrobic to własnym sumptem. Ale ja jakby nie o tym chciałem...&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;King Crimson powstał u schyłku roku 1968 na gruzach banalnego zespoliku Giles, Giles &amp; Fripp, który balansował między odchodzącym do lamusa brzmieniem psychodelicznym, muzyką pop, czyms w rodzaju kabaretu i bóg wie, czym jeszcze. wydali nawet album, ale pies z kulawą nogą się nim nie zainteresował. Jeden z braci Giles odszedł, drugi, perkusista, razem z gitarzystą Robertem Frippem postanowili działać dalej. Do składu dobrali sobie młodziutkiego wokalistę / basistę Grega Lake'a i Iana McDonalda, o którym krócej byłoby napisać, na czym NIE grał :) Takie combo rozpoczęło pracę nad materiałem na płytę - głównie ostro improwizując i ogrywając cokolwiek ekscentryczne covery - między innymi "Marsa" z suity "Planety" Gustava Holsta. Oraz jedną z piosenek Donovana, a co :) I już pierwsze koncerty Karmazynowego Króla sprawiły, że zespół stał się absolutną sensacją, a każdy jego następny występ gromadził tłumy i londyńskie kluby pękały w szwach. Nic dziwnego, że szybko zainteresowały się grupą wytwórnie płytowe, chłopaki podpisali kontrakt i w sierpniu'69 weszli do studia. Nagrali, jak napisałem we wstępie, dzieło dziejowe.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Płytę zaczyna "21st Century Schizoid Man", sztandarowy utwór w repertuarze grupy, grany we wszystkich jej wcieleniach. Już on daje pojęcie o ambicjach twórczych zespołu, bo czegoż tu nie ma - ostre, masywne, niemal heavymetalowe (!!!) riffy, jazzową swobodę, awangardowe improwizacje - prawdziwa jazda bez trzymanki. Plus apokaliptyczny tekst wywrzaskiwany przez Lake'a, którego głos dodatkowo zniekształcono elektronicznie. Efekt był naprawdę demoniczny...&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;A potem nastrój się zmienia - "I Talk To The Wind" to piękna ballada ze smutnym tekstem i sliczną solówką na flecie. Taki oddech po ponad siedmiu minutach szaleństw. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;"Epitaph" to jeden z najcudniejszych rockowych klejnotów w historii muzyki rockowej. Serio, serio. Wzorzec dla tysięcy późniejszych zespołów, które tworzyły muzykę szumnie nazwaną "progresywną". Podniosły, uroczysty nastrój potęgowany przez jedyne w swoim rodzaju brzmienie melotronu (to taki bardzo prymitywny syntezator - nasladował brzmienia orkiestry symfonicznej) i pełen patosu i smutku spiew Grega Lake'a. No i ten tekst : &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Confusion will be my epitaph&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;As I crawl a cracked and broken path&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;If we make it - we could all sit down and laugh&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;But I feel tomorrow I'll be crying...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Piękno w stanie czystym, po prostu. Może dlatego nieco zgrzyta mi następujący po "Epitafium" "Moonchild". Niby nie powinien - początek to kontynuacja klimatu, który panował przez poprzednie osiem minut, ale... Ale potem następuje dłuższa improwizacja, której nie umiem scierpieć. Free-jazzowa, z długimi momentami ciszy. Niestety trochę męcząca, ale to ledwie kilka minut. Warto je wytrzymać, bo finał tego albumu godzien jest pomnika.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tytułowy utwór trwa niespełna dziewięc i pół minuty. Jest po prostu przepiękny. To jeden z tych utworów, którego mocy nie są w stanie oddać żadne słowa, pisanie o nim to tańczenie o architekturze. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Żółty błazen nie gra, &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;lecz trąca lekko struny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Usmiecha się, gdy lalki tańczą&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;na dworze Karmazynowego Króla&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie napisałem o jeszcze jednym bohaterze tej płyty - i kilku następnych płyt King Crimson. Peter Sinfield : words &amp;amp; illumination. Tak został opisany na okładce. Słowa i iluminacja. Z czasem iluminację potraktowano bardzo dosłownie - Peter był odpowiedzialny za projekcje swietlne na koncertach zespołu. Ale tu, na tej płycie jest poetą, autorem wszystkich tych słów. Może zbyt przesyconych bólem, strachem, cierpieniem... Ale dzięki temu ta płyta jest monolitem. Wszystko tu pasuje do siebie - muzyka, słowa, okładka... Własnie - okładka to pierwsze, co rzuca się w oczy. Wybałuszone oczy, rozwarte nozdrza, wyraz twarzy... Bo ja wiem... Przerażenie? Chyba tak, ale takie do granic. Niesamowicie sugestywny obraz, idealnie oddający to, co zawiera płyta. Ostrzegający - "uważaj słuchaczu, bądź przygotowany na wszystko". Autor obrazu to Barry Godberg, młody, dwudziestoparoletni malarz. Zmarł na atak serca niedługo po premierze albumu i nigdy nie było mu dane poznać, jak bardzo kultowe stało sie jego dzieło.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;To byl początek King Crimson. O dziwo, choć może cięzko w to uwierzyć, Robert Fripp zdołał przeskoczyć to osiągnięcie. Siebie samego. I to kilka razy w ciągu swojej kariery. Zresztą działalnosć King Crimson obfitowała w różnorakie zakręty, zawieszenia działalnosci, wolty stylistyczne. Zawsze jednak firma Roberta Frippa była gwarancją Muzyki przez duże M i najwyższej jakosci. Od samego początku.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115619183258503984?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115619183258503984/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115619183258503984' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115619183258503984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115619183258503984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/08/ty-bazen-trca-struny_21.html' title='Żółty błazen trąca struny'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115614558077934134</id><published>2006-08-21T09:20:00.000+02:00</published><updated>2006-08-21T10:43:47.800+02:00</updated><title type='text'>Tu mówi Londyn</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/1600/londoncalling.0.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6111/3620/200/londoncalling.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;London calling to the faraway towns&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Now that war is declared-and battle come down&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;London calling to the underworld&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Come out of the cupboard, all you boys and girls&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;p align="justify"&gt;Ach, gdzież są niegdysiejsze sniegi, chciałoby się westchnąć za klasykiem. Gdyby ktos w 1976 roku, w roku, w którym rozpętała się Wielka Punkowa Rewolucja :) powiedział, że ten nurt, poza "trzy akordy - darcie mordy", przyniesie także kilka dziejowych płyt - to pewnie zostałby wysmiany. A tu proszę - zonk. Pistolsi na swoim jedynym albumie studyjnym twórczo wykorzystali klasycznego rockandrolla (tylko go zbrutalizowali odpowiednio). Stranglersi udowodnili, że są w stanie korzystać zarówno z wzorców punkowych, jak i klasycznie rockowych patentów (choćby z organów jak u Deep Purple) i już na trzecim albumie odcięli się od punka definitywnie. The Jam od początku konsekwentnie szli scieżką The Who, by już wkrótce odkryć funk i soul. Na tym tle The Clash wydawali się do bólu stereotypowi - ot punkowa kapelka bez jakichs specjalnych twórczych ambicji. I w dodatku po lewacku rozpolitykowana. I na sam koniec - mająca w dorobku jeden album bardzo dobry (debiut) i jeden słaby (debiutu następca). Dlatego krytycy i fani powoli stawiali na grupie krzyżyk. Za krytyków nie odpowiadam, ale chciałbym być w głowie przeciętnego fana The Clash, gdy ci w 1979 roku wydali na swiat swoje trzecie dziecko. Płytę, która miała wkrótce wstrząsnąć swiatkiem rocka. I która uczyniła z punkowego zespołu supergwiazdy i głos pokolenia.&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Pamiętam, gdy pierwszy raz usłyszałem tytułowy numer z tej płyty. Ktos nazwał go "marszowalcem" :) Mocny, wyrazisty rytm - aż faktycznie chce się maszerować. Dzisiaj mam tak przy Rammsteinie. Wokalista raczej skanduje, a nie spiewa. W dodatku skanduje wyjątkowo zjadliwy tekst. Niby rewolucyjna agitka, ale w gruncie rzeczy, jakby się przyjrzeć... Ocieka toto cynizmem. Takie gorzkie spojrzenie na własne pokolenie. "London Calling". Od początku konsekwentne odcięcie się od punk-rocka. Ba, miejscami odcięcie się od rocka w ogóle!&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Ileż się na tej cholernej płycie dzieje. Chyba tylko jazzu i boogie chłopaki nie grają, bo poza tym jest tu wszystko. Ska, reggae, calypso, rockabilly, rockandroll, disco, pop... Dwupłytowa mieszanka w stylu lambada hardcore :) I do tego teksty, które są jaskrawym kontrastem dla tej w sumie gładkiej muzyki - taka rewolucja, tylko w smokingach i białych rękawiczkach. Za to z karabinami w rękach. Bo przecież "when they kick out your front door, how you'd gonna come? With your hands on your hear or on the trigger of your gun?". Ten tekst, z "Guns of Brixton", przypomina mi pewien słynny wiersz Broniewskiego, choc przecież odnosi się do konkretnych wydarzeń w innym miejscu, w innym czasie. I to jest kolejny genialny numer na tej płycie. Linia basowa, którą wymyslił Simonon powinna być wystawiona w Sevres jako wzorzec porywającego basowego podkładu. To numer na tyle kapitalny, że nawet gdy Cypress Hill przerobili go na rap, nic nie stracił na mocy. No i ten tekst "...they can bruise us, but they have to answer to guns of Brixton". Mocna rzecz.&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;A tych utworów jest...dwadziescia kilka. Osiemdziesiąt minut muzyki. Dwa analogi, lub jeden, wypchany pod sufit, kompakcik. I zero słabych momentów - ile takich płyt znasz, przyznaj się z ręką na sercu? Magia "London Calling" działa do dzis, zadziałała także wtedy, gdy magazyn "Rolling Stone" robił plebiscyt na najlepszą płytę lat 80. Konkurencja byłą mocna, ale zwycięzca był jeden. "London Calling" ukazała się w USA w 1980 roku i dlatego The Clash mogą się dzis szczycić, że pokonali "Born In The USA" i parę innych płyt w wyscigu po palmę pierwszeństwa. To raz. A dwa - że bez tej płyty nie byłoby na przykład zespołu Chumbawamba, który twórczo rozwinął pomysły The Clash z "London Calling" - jak upakować rewolucję w opakowaniu atrakcyjnym dla milionów przeciętnych konsumentów. &lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;A żeby było dziwniej, to The Clash nie mieli już okazji powtórzyć podobnego wyczynu. Następca "London Calling", trzypłytowy kloc "Sandinista!", okazał się w większosci przegadany i zwyczajnie niestrawny. A grupa nie zdołała udźwignąć sukcesu, który na nią spadł i po paroletniej szamotaninie i coraz słabszych płytach zeszła ze sceny cichaczem, jakby kuchennymi drzwiami. Pozostała legenda zbudowana w zasadzie wokół jednej płyty. Ba - wokół jednego utworu nawet. Ale to był krok na muzyczny Olimp. Arcydzieło, które zdarza się raz i którego nei da się powtórzyć. I dlatego, po wahaniach i przemysleniach, zdecydowałem się od "London Calling" rozpocząć swoje muzyczne wynurzenia. I nie wyobrażam sobie fana rocka, który nie zna tej płyty. To jeden z rozdziałów muzycznej Biblii przecież :)&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;PS. Aha, jeszcze drobiazg - okładka. Pomijam zdjęcie, przedstawiajace Pana Artystę W Pozie Zawodowej, ale zwróćcie uwagę na liternictwo. A potem porównajcie sobie je z liternictwem z pierwszego albumu Elvisa Presleya. Za szacunek dla tradycji również należy się The Clash uwielbienie.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115614558077934134?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115614558077934134/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115614558077934134' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115614558077934134'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115614558077934134'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/08/tu-mwi-londyn.html' title='Tu mówi Londyn'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-33024527.post-115610695929665050</id><published>2006-08-20T22:47:00.000+02:00</published><updated>2006-08-20T23:04:49.420+02:00</updated><title type='text'>Book I, chapter 1 czyli zaczynamy...</title><content type='html'>&lt;p&gt;Co&amp;#347; takiego chodziło mi po głowie od dłuższego czasu, a urodziło się z prozaicznej przyczyny - przez Chello nie mogłem zalogowac się do działu recenzenckiego Artrocka, a trochę płyt się nagromadziło. Pomy&amp;#347;lałem sobie wtedy, że miło byłoby mieć "swoj kawałek podłogi", na który wrzucałbym może nie recenzje, ale my&amp;#347;li, luźne spostrzeżenia związane z tym, czego wysłuchałem, do czego wróciłem po latach, co odkryłem.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Disclaimer - mojego pisania nie należy traktować wiążąco. To tylko luźne spostrzeżenia, czasem sugestie. Entuzjazm albo irytacja. Polecanie tego, co dobre, odradzanie rzeczy kiepskich. &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Każda uwaga na temat moich przemy&amp;#347;leń będzie cenna. Naprawdę. No, to chyba by było na tyle, jak na pierwszy raz. Wyjątkowo bez żadnej recenzji czy przemy&amp;#347;leń czysto muzycznych, ale mam nadzieję, że wybaczycie tremę debiutanta :)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/33024527-115610695929665050?l=the-musical-blox.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/feeds/115610695929665050/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=33024527&amp;postID=115610695929665050' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115610695929665050'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/33024527/posts/default/115610695929665050'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-musical-blox.blogspot.com/2006/08/book-i-chapter-1-czyli-zaczynamy.html' title='Book I, chapter 1 czyli zaczynamy...'/><author><name>Tarkus</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>25</thr:total></entry></feed>
